Voidhanger – Dark Days Of The Soul (2018)

Voidhanger zamiata mną od pierwszego wynurzenia w postaci „Wrathprayers”. Nieważne czy na materiałach studyjnych czy koncertowo, to zawsze pierwszoligowy wpierdol, obok którego nie sposób przejść obojętnie. W mojej ocenie panowie na dotychczasowych dwóch pełniakach nie zaliczyli wpadki, w krótszych formach w postaci epki i splitu również dostarczyli to co potrafią najlepiej – death/thrash wysokich lotów – odpowiednio brutalny i bezkompromisowy. Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem jeśli napiszę po prostu, że „Dark Days of the Soul” to klasa sama w sobie i kolejny zdecydowany krok Voidhanger na drodze ku zagładzie. W ośmiu kawałkach trio znów oferuje porcję szybkiego, wściekłego grania, z którego kipi agresja i wkurw na otaczający nas syf. Kawałki jak zwykle oparte zostały na prostych, tnących i zadziornych riffach, ale przez to, że zostały zagrane z odpowiednim wyczuciem nie odnosi się wrażenia wtórności, a efekt „jeszcze jednego odsłuchu” wjeżdża od pierwszego kontaktu z tym albumem. Tradycyjnie mamy również wałek z polskim tekstem więc jeśli komuś nie po drodze z angielskim to „Naprzód donikąd!” doskonale wyjaśni co ma do przekazania Voidhanger i nastroi odpowiednio na resztę dnia. Jeśli pamiętacie „Scorpion” z „Working Class Misanthropy”, to na nowym krążku znajdziecie podobny zabieg w postaci „Man of Dark Secrets” odnoszącego się do Edmunda Kolanowskiego. „High on Hate” wyróżnia się z kolei trochę na tle całości, oferując momentami wręcz punkowe podejście do tematu. Sporo tu także d-beatu (chociażby w „The Void is Where the Heart is” czy wspomnianym wcześniej „High on Hate”), lecz koniec końców wszystko zabarwione zostaje thrashowo-deathowym charakterem i wychodzi to po prostu świetnie. Nieco spokojniejszy i zdecydowanie wolniejszy od reszty jest z kolei kończący płytę „Hailing the Devil in Me”, ale nie przeszkadza mu to w idealnym wpasowaniu się w całość krążka. Ci, którzy liczyli na cholera wie jakie zmiany, zaskoczenia i wymyślanie koła na nowo, raczej pomylili zespoły. Mimo rozszerzenia arsenału to nadal zespół, którego nie sposób pomylić z żadnym innym na naszej rodzimej scenie. Jeśli więc wcześniejszą twórczość Voidhanger łykasz bez popitki to „Dark Days Of The Soul” możesz zamawiać w ciemno. W górę sztandar zwątpienia!