Via Nocturna (Entity, Daemonian, Maestitia, Maledia, Gyrdleah)

Od ostatnich recenzji wydawnictw Via Nocturna minęło już trochę czasu. Każdy kto choć trochę śledzi poczynania tego labelu wie, że na brak nowych płyt z tej stajni narzekać nie można. Przed wami więc kolejna porcja krótkich przemyśleń na temat pięciu nowych albumów, które niedawno ukazały się dzięki temu opolskiemu labelowi.

Entity – Phobia of the Formless [4,5/10]

Na pierwszy ogień idzie kanadyjski hord Entity. Ich debiutancki album „Phobia of the Formless” to osiem death metalowych kawałków plus instrumentalne outro. Jeśli starzy wyjadacze, którzy na death metalu zjedli zęby liczą jakieś elementy zaskoczenia, na powiew świeżości i cholera wie co jeszcze to muszę was niestety zmartwić. Entity korzysta ze starych, sprawdzonych patentów, oferując nam mieszankę death metalowego łomotu w staro szkolnym sosie. Nie jest to nic odkrywczego, kawałki nie przeszkadzają gdy się ich słucha ale zaraz potem zapominamy co w zasadzie mieliśmy w odtwarzaczu. Wszystko zagrane w zasadzie na jedno kopyto. Jeśli chodzi o wokal to zdecydowanie bardziej siadł mi głębszy, niższy wokal od tych skrzeczących partii przywodzących na myśl nieco bardziej core’owe wynalazki. To wszystko daje nam obraz płyty po prostu średniej, nijakiej. Przez cały czas słuchania tego krążka zastanawiałem się jednak co chłopakami kierowało, że zdecydowali się na takie brzmienie. Przy agresywnej otoczce tej muzyki, niektórych na prawdę brutalnych, mających za zadanie miażdżyć uszy, riffach dostajemy cholernie plastikowe gary, które kują w uszy już od pierwszych sekund. Nie zdziwię się jeśli kogoś odrzuci ta płyta przez skopane brzmienie i choć sam jestem zdania, że jeśli kawałki są dobre to i nagrane w piwnicy się obronią, tak tutaj autentycznie ta „zabawkowa” perka mnie drażniła.

Daemonian – Endless Corridor [3/10]

Daemonian to z kolei jednoosobowy projekt z Tokio. Tak jak w przypadku poprzedników mamy do czynienia z debiutantem, jednak styl prezentowany przez Lorda Nothingnessa jest zupełnie inny. O ile Entity stawiało na brutalność i wyznawało zasadę „im niżej tym lepiej” tak Daemonian stawia na melodię. Death/black metal w wykonaniu Japończyka również jednak nie porywa. Melodie w black metalu, czy nawet ogólnie w muzyce to dla mnie sprawa kluczowa. Te tutaj są cukierkowe, przewidywalne i niezapadające w pamięć. Momentami miałem wrażenie, że Daemonian zapędza się w stronę heavy/power metalu i to raczej tego gorszego sortu. Do tego tandetne spokojne wstawki z dźwiękami gitary akustycznej i fletem, które nie bardzo wiem czemu miały służyć. Ogólnie dużo tu kiczu, który pewnie ucieszyłby wielu w latach 90-tych ale teraz wywołuje raczej uśmiech na twarzy. Brzmieniowo materiał również nie jest najwyższych lotów – suche gitary, kartonowa perka i monotonny i oklepany do bólu wokal. No męczy to wszystko po prostu…

Maestitia – Blood Tears [2,5/10]

Teraz materiał, który swoją premierę cyfrową miał w zeszłym roku, ale jeśli się nie mylę fizyczny nośnik ukazał się całkiem niedawno. Mowa tu o francuskim Maestitia i ich debiutanckiej epce „Blood Tears”. Po krótkim, utrzymanym w horrorowym klimacie intrze, które nawiasem mówiąc jest całkiem całkiem, nagle trzeźwiejemy wraz z początkiem „The Beast Within”. Melodyjki w stylu Children of Bodom, badziewna elektronika i koślawe riffy – to wszystko tutaj jest! Wokalista mocno zabiega o to żeby zostać drugim Alexim Laiho, naśladując jak może jego maniery wokalne, ale niestety kiepsko mu idzie. Brakuje tu jakichkolwiek emocji, wszystko zagrane i zaśpiewane jest totalnie od niechcenia, bez polotu. Tak się po prostu nie robi…

Maledia – Human Trash Deluxe [2/10]

No tak, gotyckiego strzału nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć. Choć na „Human Trash Deluxe” to tylko jeden z elementów. Żeby nie było, z nadzieją podszedłem do Maledia. Choć gatunek ten jest mi raczej obcy to panowie grają od 2000 roku więc i doświadczenie jakieś powinno być. Powiem krótko – jakbym tak grał po 17 latach na scenie to darowałbym sobie uwiecznianie tego i wydawanie na płycie. Oprócz wspomnianego wcześniej gotyckiego charakteru całości, sporo tu melodyjnych nowomodnych death metalowych riffów, elektroniki, czystego wokalu połączonego z niskim growlem i… zieeew. Nie chce mi się już nawet wymieniać bo to wszystko razem i tak tworzy asłuchalną dla mnie papkę. Momentami miałem wrażenie, że włosi zebrali wszystko to czego nie lubię w metalu i skleili z tego płytę.

Gyrdleah – Passage into the Night [5,5/10]

Kolejny jednoosobowy strzał, tyle że tym razem z Wielkiej Brytanii. Epka „Passage into the Night” chyba najbardziej siadła mi z recenzowanego pakietu. Daleki jestem od zachwytu i polecania jej wszystkim czytającym ale zwyczajnie mnie nie męczyła. Tym razem mam wrażenie, że perkusja zabrała trochę za dużo miejsca i została instrumentem dominującym co brzmi trochę dziwnie (coś mi dzisiaj z tą perkusją nie po drodze…). Muzycznie jednak nie ma tragedii. Gyrdleah oprócz korzystania z klasycznych i od razu rozpoznawalnych patentów puszcza oko również w stronę bardziej nowoczesnego podejścia do black metalu. Całość utrzymana została w wolnych i średnich tempach. W większości nie odczuwałem tutaj większej nudy, jednak o braku wtórności również nie może być mowy. Z jednej strony kawałki potrafią zaintrygować a riffy wbić się w głowę, z drugiej zaś słuchając np. kończącego „The Lunar Circle” daje się odczuć lekkie znużenie. Na szczęście „Passage into the Night” to tylko epka więc istnieje spora szansa, że wytrzymacie. Z całego tego zestawienia najlepsza według mnie pozycja.