Varathron – Patriarchs of Evil (2018)

Czasami, by przekonać się o tym, czy płyta jest dobra, trzeba poczekać kilka odsłuchów. A czasami 15 sekund. Po dokładnie takim czasie „Patriarchs of Evil” zaczyna bowiem czarować słuchacza.

Ciężki i niezwykle melodyjny riff w „Tenebrous” otwiera zróżnicowaną i smakowitą całość, jaką stanowi „Patriarchs of Evil”, jest też pierwszym z wielu dowodów na niesłabnącą formę Greków z Varathron. Wspomniany utwór może właściwie posłużyć też jednocześnie za wizytówkę albumu, zbiera w sobie bowiem nie tylko to, co najlepsze na „Patriarchs of Evil”, ale i w brzmieniu zespołu w ogóle. Echa muzyczne Celtic Frost i wokalne samaelowe aluzje tworzą zgrabny duet, łącząc ciężar z melodią. Te drugie również występują w różnych odsłonach – niekiedy przywodzącą na myśl ciągoty skandynawskie, tak jak w „Orgasmic Nightmares of the Arch Desecrator” czy niezwykłym „Hellwitch”, kiedy indziej jeszcze chóralnie pobrzmiewają za gitarowymi popisami „Into the Absurd”, żeby w „Remnants of the Dark Testament” wraz z riffami ukłonić się w stronę bardziej symfonicznych (!) brzmień.

Co jednak najciekawsze, mocne linie melodyczne wcale nie sprawiają, że nowe Varathron brzmi sztucznie czy plastikowo – wręcz przeciwnie, o czym świadczy świetne „Saturnian Sect” utrzymane w klimacie „There Is No God” czy innych utworów z „Crowsreign”. „Patriarchs of Evil” wpisuje się więc w black metalowe trendy, nie próbując jednocześnie na siłę sięgać po utarte już rozwiązania. To właśnie ta autentyczność, która aż bije z poszczególnych fragmentów albumu, przekonuje najbardziej.

Utwory są długie, jednak w żadnym wypadku nie monotonne, co najlepiej słychać na wolniejszych i chyba najbardziej złożonych kompozycjach, jakimi są „Ouroboros Dweller”, spiętym akustycznymi klamrami i „Luciferian Mystical Awakening” (zwłaszcza ten pierwszy na poziomie zamyka całość „Patriarchs of Evil”). Podobne elementy trafiają się też na „Remnants of the Dark Testament” – Varathron w rozrzucaniu tych kawałków muzycznej układanki po całym albumie jest naprawdę dobre, dzięki czemu poszczególne kompozycje nie sprawiają wrażenia powtarzalnych. W formie jest też Haris, który na perkusji wyprawia rzeczy naprawdę imponujące („Orgasmic Nightmares of the Arch Desecrator”).

Oto po długich tygodniach black metalowej posuchy na mojej twarzy rozciągnął się szeroki uśmiech. I gwarantuję, że po przesłuchaniu „Patriarchs of Evil” zrozumiecie, co mam na myśli – Varathron udało się nagrać płytę prawie bezbłędną, stanowiącą zarówno godne uzupełnienie dotychczasowej dyskografii grupy, jak i będącą poważnym kandydatem na jeden z lepszych black metalowych krążków tego roku.