Trauma – Comedy Is Over (2017)

Po premierze „Karma Obscura” w 2013 roku było dość sucho jeśli chodzi o wydawnictwa Traumy. W 2015 był mały split z Offence, w 2016 reedycja „Invisible Reality”, a w tym roku reedycja pierwszego pełnego krążka zatytułowanego „Comedy Is Over”. Chciałoby się po tych ponad czterech latach zaznać trochę nowej muzyki z obozu Mistera, Małego i Chudego. Zobaczymy co przyniesie 2018, a tymczasem skupmy się na tym, co mi tu w łapy wpadło. Jest sześć kawałków, wstęp i zakończenie, 40 minut grania, a więc całkiem nieźle. Pierwsze co rzuca się w uszy, to fakt, jak bardzo różni się ten materiał od takich petard jak „Imperfect” czy „Determination”, to muzyka tak różna, że trudno mi uwierzyć, iż to ten sam zespół, ten sam gitarzysta i ten sam garowy. Interko mnie nie zachwyciło, wieje tandetą, ale cóż, 20 lat minęło. Tutaj mała dygresja, jest to generalnie album skojarzeń, co rusz mi się coś na myśl przy nim nasuwa. Przy rzeczonym intrze mam przed oczami jakiś militarno-historyczny program Wołoszańskiego, tam by to pasowało idealnie. Mija na szczęście w miarę szybko i mogę zabrać się za samo mięsko. „Incertitude” jest najkrótszym kawałkiem, jakoś tak po prostu przelatuje i zamyka go motyw jaki słyszeliśmy w intrze. Zabawa rozkręca się na całego przy „Relief”. To zwiastun tego, co nas czeka przez resztę płyty. A będą to rozbudowane kompozycje sięgające 6-7 minut swoim czasem trwania, gdzie można spokojnie rozwinąć skrzydła i pokazać całą gamę pomysłów jakie siedziały w głowach tych młodych gniewnych w 1996 roku. Moim faworytem wśród tej nielicznej kolekcji zdecydowanie jest numer tytułowy. Motyw goni motyw, riff każdy jeden lepszy od poprzednich, a w pewnym miejscu zapachniało mi nawet ówczesnym, starym dobrym In Flames. I skoro już przy skandynawskim graniu jesteśmy, to w „Naked Truth” pojawiają się klawisze, jakich by nawet Children of Bodom się nie powstydziło. I to jeszcze przed premierą ich pierwszej płyty! Ten sam zresztą kawałek na początku traktuje nas pianinkiem, które spokojnie nadało by się do jakiegoś filmowego horroru. Jak wspomniałem, jest to płyta kompletnie inna od tego, co znamy z kilku ostatnich dokonań Traumy, ale myślę, że warto się zapoznać z początkami twórczości tej zacnej trupy muzycznej za sprawą tej elegancko wydanej reedycji. Po cichu liczę na garść nowych kawałków w 2018 roku, ale lepiej w ostatecznym rozrachunku żeby to się tam wszystko ładnie pogrillowało, niż jakby miało być wypuszczone na szybko. Spokojnie, ja poczekam, bo na co jak na co, ale na dokonania Mistera i spółki warto po stokroć, co już nie raz udowodnili. A tymczasem metalowych historyków do sięgnięcia po „Comedy Is Over” zapraszać raczej nie trzeba.