TOM JONES. Na szczyt i z powrotem. Autobiografia

„Człowiek nie chce wyjść na niewdzięcznika. Przenigdy nie można wychodzić na niewdzięcznika. Zwłaszcza gdy kobieta wręcza ci swoje majtki – który facet gustujący w kobietach by tego nie chciał?” – nie mam pojęcia, dlaczego akurat ten cytat wybrałem na początek recenzji autobiografii Toma Jonesa, ale trzeba przyznać, że incydent z majtkami, który po raz pierwszy miał miejsce w 1969 roku, rozrósł się do olbrzymich rozmiarów. Przez kolejne lata, sceny, na których wystąpi Tom, będą usłane damską bielizną. Nawet w latach osiemdziesiątych i później majtki i występy w Vegas będą czymś, co będzie prześladować bohatera tej książki… A zapowiadało się tak niewinnie. Niedaleko przemysłowego miasteczka Pontypridd, wynajmowany szeregowiec na wzgórzu przy Laura Street, tu mieszka Tommy Woodward (późniejszy Tom Jones) z rodzicami i siostrą. W Pontypridd uczęszcza do szkółki niedzielnej, przedszkola, a następnie do podstawówki i szkoły średniej. Jest dyslektykiem, za szkołą nie przepada. W wieku 12 lat zachoruje na gruźlicę. Na kolejne dwa lata zostanie w domu, by walczyć z chorobą. Mając mnóstwo wolnego czasu, to właśnie wtedy, jak sam przyznaje, zacznie świadomie słuchać muzyki…

Minie trochę czasu, zanim dostanie się na szczyt. Ale gdy już się to stanie, to będzie przebywać w towarzystwie największych. Przez jego życie przewiną się Presley, Sinatra, Michael Jackson, Burt Bacharach. Prowadząc własny program telewizyjny, wystąpi z Arethą Franklin, Janis Joplin, Ellą Fitzgerald, Stevie Wonderem, Little Richardem, Jerrym Lee Lewisem… Śpiewając w nowojorskiej Copacabanie, zdobędzie fanów wywodzących się z mafijnej rodziny. Pieniądze, sława, samochody, nowe domy, limuzyny, apartamenty w pięciogwiazdkowych hotelach, kobiety… Choć z tymi kobietami to nie tak do końca. Są tacy, którzy twierdzą, że Tom w tej autobiografii wybiela swoje życie. Ponoć ostro romansował, ale o tym w tej książce nie przeczytacie. Choć przyznaje, że kiedy jest się w trasie, na człowieka czeka mnóstwo pokus; bez skrępowania opowiada o jakiejś dziewczynie, która na dzień dobry podciąga spódniczkę i pokazuje mu kolczyk na łechtaczce, damy rzucające swoją bieliznę i klucze do pokoi hotelowych na scenę też pewnie były chętne na pogłębienie znajomości… Jones wspomina raczej o flircie, a swoje życie uczuciowe łączy tylko z jedną kobietą. Tą, która urodzi mu syna i wyjdzie za niego za mąż w bardzo młodym wieku. Tom miał wtedy 17 lat, Linda, bo tak ma na imię jego wybranka, 16. (Książka została napisana, zanim Linda przegrała walkę z nowotworem. Zmarła w kwietniu 2016 roku.)

Dokąd prowadzi droga ze szczytu? Tom Jones musiał też poznać smak porażki. Porażka nie wynikała ze złego prowadzenia się. Zresztą takich sytuacji Tom raczej unikał. Trzymał się z dala od narkotyków. Presley kiedyś zadał mu pytanie: „Co bierzesz, żeby nie zwariować?”. Był zdumiony, że Jones nie bierze nic. Alkohol? Owszem, lubił wypić, ale nie były to ilości, które mogłyby doprowadzić go na dno. Gdy piwo i papierosy przestały mu służyć, przerzucił się na szampana i cygara. Żadnych akcji w stylu: „I wtedy obudziłem się w rowie, zarzygany, i nie wiedziałem, gdzie jestem…”. W latach siedemdziesiątych często pojawiać się będzie zdanie: „Kurwa. Gdybym to ja śpiewał ten numer…”. Choć koncerty nadal będą cieszyły się dużym zainteresowaniem, to brak przeboju sprawi, że kariera Jonesa zacznie wyglądać trochę inaczej. Pojawi się kilka niepotrzebnych płyt z piosenkami country. Na żadnej z nich nie znajdziemy następcy „It’s Not Unusual”, „She’s A Lady”, „Delilah”… W latach osiemdziesiątych Tom zacznie śpiewać w salach rozrywkowych na amerykańskiej prowincji. Zresztą tak właśnie rozpoczyna się ta opowieść. Jest rok 1983, a Tom Jones od dwunastu lat nie nagrał przeboju. Siedząc w garderobie we Framingham, artysta zadał sobie dwa pytania: Jak do tego doszło? I jak się stąd wydostać?

Ta książka jest odpowiedzią na powyższe pytania. Czyta się ją znakomicie. To barwna opowieść o człowieku, który jest ikoną popkultury. Ze sporą dawką dobrego humoru. Polecam rozdział dwudziesty siódmy – „Nie drażnić bestii”. Gordon Mills, menedżer Toma, tworzy zoo w swoim ogrodzie. Najpierw pojawia się goryl. Później gibony i orangutan. Żyrafa i tygrysy bengalskie. A później ma miejsce sesja zdjęciowa z tygrysem, bo w Hiszpanii nazywano Toma „El Tigre”… Ze spraw poważniejszych, jesteśmy też świadkami ponownego triumfu Jonesa. Już z nowym menedżerem, w tej roli jego syn, Mark. MTV i teledysk do piosenki „Kiss”, występ na festiwalu Glastonbury, nowy kontrakt płytowy, płyta „Reload” i przebój „Sex Bomb”. Pasowanie na Rycerza Kawalerii Imperium Brytyjskiego, udział w roli trenera w programie „The Voice”

Od pracy w fabrykach rękawiczek i papieru i pierwszych występów w knajpach, po koncerty na największych scenach świata. Od szeregowca w Pontypridd, po dom, w sąsiedztwie którego mieszkają Charlie Sheen, Paris Hilton, Robbie Williams, Shaquille O’Neal… Godna polecenia historia człowieka z wielkim głosem. A jeśli nasi czytelnicy zastanawiają się, co na tej stronie robi Tom Jones, to poszukajcie na YouTube utworu „Delilah” w wykonaniu Bruce’a Dickinsona.