Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 5 (2016)

Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 4 (2016)

Culto Negro – Abismal Speed Metal [ep] (2016)
Culto Negro to kapela z Kostaryki, której nazwa obiła mi się jakiś czas temu o uszy. Wiedziałem czego należy się po tych panach spodziewać i w zasadzie się nie zawiodłem. Epka „Abismal Speed Metal” to dwadzieścia minut (siedem kawałków) szybkiego thrash/black metalu z całym asortymentem sprawdzonych, i przemielonych przez wiele kapel z tego gatunku, patentów. Słucha się jednak tego przyjemnie pomimo, że nie da się nie odnieść wrażenia, że to wszystko już było. Odgrzewany kotlet w postaci materiału Culto Negro smakuje jednak zaskakująco dobrze. Jedyne co denerwowało mnie na tym wydawnictwie to wokal, który momentami sprawiał wrażenie, że chce pokazać więcej niż potrafi co wychodziło niestety na jego niekorzyść. Po materiale nazwanym po prostu „Abismal Speed Metal” chyba nikt się rewolucji nie spodziewał ale myślę, że fani szybkich thrashowych strzałów okraszonych blackowym charakterem powinni być w miarę zadowoleni. 6,5/10

Satan’s War Machine – Violent Death Abomination (2016)
A teraz kolejna kapela, która nie sili się na wyszukaną nazwę i ukrywanie swojego przekazu za milionem metafor. Satan’s War Machine, bo o nich mowa, pochodzi z Ukrainy i gra prosty i brutalny, jak w mordę strzelił, black metal. „Violent Death Abomination” to ich debiutancki materiał i w zasadzie w tym tytule również panowie nakreślili mniej więcej o co w ich muzyce chodzi. Jest szybko, jest ciężko i ze zdecydowanie bluźnierczym charakterem całości. Koła na nowo nie wymyślono, ale całość sprawia wrażenie spójnego i równego materiału. A że jest to materiał po prostu ze średniej półki to inna sprawa. 6/10

Амезарак – Non Lucidum Tristitia (2016)
Kolejna kapela z Rosji, której nazwy za cholerę nie wypowiem. W zasadzie to poprawniejsze byłoby stwierdzenie projekt, bo Амезарак to jednoosobowy wynalazek, który w zeszłym roku wydał opisywany właśnie debiut. Nie miałem wysokich oczekiwań po tej płycie i jak się okazało zaskoczenie było raczej pozytywne. Spodziewałem się totalnego gówna a dostałem może niezbyt wysokich lotów, ale momentami wpadający do głowy black. Musicie nastawić się na totalną surowicę jeśli chodzi o brzmienie i samą konstrukcję utworów. Dużo melodii, dużo siarki i piaszczystych przesterów a w tym wszystkim sporo chwytliwych riffów. Wokal to niestety nic specjalnego, typowy monotonny wrzask, który nie działa w zasadzie ani na plus ani na minus tego materiału. Prosto, oldschoolowo i melodyjnie – to mi wystarczyło aby przesłuchać ten materiał kilkukrotnie. 6,5/10

Satarial – Blessed Brigit (2016)
Zostajemy w Rosji. Satarial stamtąd właśnie pochodzi i trochę nie rozumiem co się na materiale „Blessed Brigit” wydarzyło. Kapela istnieje od 1993 roku, wydawać by się więc mogło, że jakieś doświadczenie i ogranie powinno nawet samo przyjść przez tyle lat. Tymczasem dostajemy straszliwą kupę. Brzmi to na maksa amatorsko i po prostu tragicznie. Koślawe kawałki, w których jakby na siłę poupychane zostało milion różnych rozwiązań od industrialnych wstawek, przez teatralne sceny i chóralne zaśpiewy, gdzieś w to wszystko wplątane zostały elementy black i śmierć metalu. Mało? To jeszcze dodajcie sobie kurwa flet, bo dlaczego nie. Chyba jestem za mało awangardowy na tę muzykę… Cyrk na kółkach. 2/10