Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 4 (2016)

Barbarian Swords – Worms (2016)
Patrzycie na nazwę kapeli, patrzycie na okładkę i wydaje wam się, że doskonale wiecie z czym przyjdzie wam się zmierzyć odpalając krążek Barbarian Swords. A tu, oprócz krótkiego intra, okazuje się, że za cholerę nie mieliście racji. Nie ma podniosłych klimatów a’la późniejsze Bathory, nie ma też patetycznych hymnów wojennych. Jest za to okrutny wpierdol i mocno opętańcze, plujące jadem wokale. Do tego, w przerwach od gęstych i agresywnych riffów, niezłe doomowe walce. Hiszpanie zaskoczyli mnie dość mocno i przyznam szczerze, że jest zdecydowanie lepiej niż sądziłem. 7/10

Vomit Of Doom – Magnus Cruelty [ep] (2016)
Niech was nazwa kapeli nie zmyli. Żadnego doom metalu Argentyńczycy z Vomit Of Doom nie grają. Grają za to black/thrash jakich wiele. Lubicie Toxic Holocaust? Destroyer 666? Tak, wiem że niedawno o nich wspominałem ale Ci panowie najlepiej oddają styl jaki zaprezentowany jest na tej dziewięcioutworowej epce. Szybko, do przodu i wg. ogranych przez pierdyliard kapel schematów. Przeciętniak ale całkiem miły w odbiorze. 6/10

Sin Of God – Aenigmata (2016)
A teraz zupełna zmiana klimatu. Węgry i techniczny death metal. Do samych Węgier nic nie mam, ale z technicznym śmierć metalem nie za bardzo mi po drodze. Do tego niemalże grindowy wyziew, który również mi nie podszedł. Dużo połamańców, dużo dołu i blastów. Koniec końców nudne to jak flaki z olejem. Męczyłem się z tą płytą, każdy zawarty na niej kawałek brzmiał bardzo podobnie i cholernie ciężko wskazać tu jakieś jaśniejsze punkty. Panowie swoje instrumenty obsługują bardzo sprawnie, ale czasem to niestety nie wystarczy. 5/10

Conceived By Hate – Death & Beyond (2016)
A teraz death metal, który zdecydowanie bardziej mi podszedł. Hord pochodzi z Salwadoru a opisywane tutaj wydawnictwo to ich drugi pełny album. Dostajemy tutaj na prawdę dobrze zagrany death/thrash. Podoba mi się ten luz i łatwość z jaką przychodzi tym panom plucie bluźnierstwami na prawo i lewo. Człowiek słucha tej muzyki i po prostu czuje, że powstała w zupełnie naturalny sposób. Agresja i zadziorność porównywalna z naszym rodzimym Voidhanger. Na prawdę bardzo dobra, wyróżniająca się na tle innych opisywanych tu rzeczy, płyta. 7,5/10

Велиар – Сквозь Века (2016)
Pojęcia nie mam jak właściwie nazywa się ta kapela. Mniejsza o to, bo album i tak nie jest wart zapamiętania. Prosta death metalowa łupanina z elementami symfonicznymi. Brzmi to strasznie amatorsko i kanciasto. Może zainteresuje to fanów nowocześniejszego death metalu, ale wydaje mi się, że nawet oni mogą mieć z Велиар ciężką przeprawę. Jak dla mnie to tandetna papka ze słabo wykręconym, przytłumionym brzmieniem, z której niewiele wynika. Ała. 3/10

NordWitch – Mørk Profeti (2016)
NordWitch to jak dla mnie kolejny bezpłciowy strzał. „Mørk profeti” to zbiór ośmiu kawałków, które najprościej określić będzie jako brutalny, techniczny death metal. Dużo psuje tutaj wokal, który jakby trochę nie nadążał za tym co dzieje się w warstwie muzycznej. Stały, nudny growl męczy już przy trzecim kawałku. Muzycznie z resztą też nie nastawiajcie się na fajerwerki. Mimo całej tej brutalności sporo tu niestety plastiku, ugrzecznionych refrenów, a wszystko wymierzone jest oczywiście jak od linijki. Zdecydowanie nie moja bajka. 4/10

Sectasys – Brotherhood Of Chaos (2016)
Toporny ten black/death metal w wykonaniu Sectasys jak cholera. Perka leci sobie przez cały album na tych samych patentach, gitary rozjeżdąają się w tych koślawych riffach i momentami sprawiają wrażenie w ogóle nienastrojonych. Nuda i powtarzalność lewel milion. Wokal to w ogóle jakaś pomyłka. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy zostało to nagrane na poważnie czy to tylko taka zgrywa. Polecam natomiast sprawdzić zdjęcia panów muzykantów w pełnym mundurku metalowca, poprawa samopoczucia gwarantowana. 2/10

Evilforces – Pest Plagues & Storms (2016)
Na koniec jednoosobowy projekt z Meksyku. Mamy tu dziesięć rozbudowanych kawałków osadzonych w klimacie black metalowym. Ciężko jednoznacznie wskazać kierunek, w którym Evilforces zmierza. Raz mamy do czynienia z czystym, klasycznym czornym metalem, zaraz dostajemy trochę wariacji na temat thrash/black, a za chwilę wchodzą klasyczne black’n’rollowe patenty. Sporo się tutaj dzieje, mam wrażenie, że momentami nawet za dużo, ale koniec końców słucha się tego nieźle. Brzmi to tak jakby Pazuzuh na tym wydawnictwie chciał przedstawić absolutnie wszystkie swoje inspiracje i upchnąć je jak tylko się da. Całość dopełnia oldschoolowe brzmienie i trochę kombinowania z czystymi wokalami co raz wychodzi dobrze, innym razem pasuje jak pięść do nosa. 6/10