Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 3 (2016/2017)

Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 2 (2016)

Brain Damaged – Nación Infecta (2016)
Ktoś zamawiał kolumbijski thrash? Nie? Tak myślałem. Też nie zamawiałem a dostałem Brain Damaged i ich debiutancki materiał „Nación infecta”. Nie wiem co sobie panowie myśleli tworząc tę okładkę ale jeśli miało być śmiesznie to nie wyszło. Muzycznie mamy tu dość surowo podany energiczny thrash spod znaku Toxic Holocaust. Jest więc tu sporo przebojowości i zadziorności. Przy tym wszystkim jest też moc i agresja, a więc wszystko na swoim miejscu. Słucha się tego całkiem przyjemnie o ile nie założymy sobie jakiś dużych wymagań. Ot płyta do potupania nogą i posłuchania bez większych ekscytacji. Jeśli nie przeszkadza wam brud i lubicie proste podejście do tematu to jest szansa, że podejdzie wam ta kapela. 6,5/10

Suffer Yourself – Ectoplasm (2016)
A teraz zespół, którego członkowie początkowo stacjonowali w Polsce. Suffer Yourself istnieje od 2011 i wywodzi się z Rzeszowa. „Ectoplasm” to dla mnie ciężki materiał. Kawałki na nim zawarte się straszliwie (jak na funeral doom przystało) i są przy tym cholernie nudne. Dominują oczywiście grobowy wyziew i powolne, przytłaczające riffy. Momentami jest to nawet słuchalne ale często wplątane zostają tandetne partie klawiszowe, słabo wykonane chóralne zaśpiewy i inne cuda na kiju, które zamiast budować klimat tylko go rujnują. W cięższych fragmentach Suffer Yourself sprawdza się zdecydowanie lepiej choć jest im raczej daleko do ideału. 4/10

Dig Me No Grave – From Past Aeons [re​-​release] (2016)
Dig Me No Grave to jedna z niewielu kapel z tej wytwórni, która gdzieś mi się o uszy obiła. Po szybkim rzucie oka na okładkę inspiracja dla twórczości kapeli wydaje się dość oczywista – Lovecraft. „From Past Aeons”to reedycja pierwszego dema tego rosyjskiego tworu, które pierwotnie ukazało się w 2011 roku. Krótkie intro skojarzyło mi się z Desultory i już miałem nadzieję, że panowie pociągną temat dalej ale niestety już kolejny utwór rozwiał moje wątpliwości. Mamy tutaj do czynienia z death metalem, który bardzo dużo czepie z core’owych gatunków. Szykujcie się więc na beatdowny, połamańce i inne chujowe rzeczy, które w połączeniu z monotonnym, trochę grindowym wokalem nie tworzą niestety nic ciekawego. Cały album przełupany jest na jedno kopyto i nic z tej młócki nie wynika. Zupełnie nie mój cyrk. 4/10

Hellcraft – Apotheosis Of War (2017)
Pozostajemy w sąsiedzkiej atmosferze. Tym razem ponownie Ukraina i tamtejszy Hellcraft. Wydany w 2017 roku „Apotheosis of War” to trzeci album tej parającej się death metalem załogi. Nie jest to nic odkrywczego. Typowa techniczna łupanka, której jednak koniec końców słucha się całkiem przyjemnie. Muzycznie znajdziemy tu echa klasycznych kapel pokroju Asphyx czy Autopsy. Rozstrzał na prawdę jest bardzo duży, zależy jaki akurat podejdzie riff. Fani nowocześniejszego podejścia do tematu śmierć metalu również znajdą tutaj coś dla siebie. Mało tu raczej własnej inwencji, ale też nie taki był raczej zamysł Hellcraft. Klimatu lat 90-tych dodają delikatne syntezatorowe wstawki. Pomieszanie z poplątaniem, ale całkiem przyjemnie granie. 6,5/10