Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 2 (2016)

Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 1 (2016)

Aeonless – Aeonless (2016)
Aeonless to finlandzko-bułgarski duet (kurwa, już się dobrze zaczyna) istniejący od 2013 roku. Odpowiedzialny za gitary na tym wydawnictwie, Georgi Georgiev udzielał się wcześniej w kilku innych zespołach, ale jakoś nie napawało mnie optymizmem to, że o żadnej z tych załóg wcześniej nie słyszałem. No ale nie ma, że boli, sprawdzić trzeba. Mamy tu black z thrashowymi naleciałościami. Generalnie strasznie skocznie to wszystko już od pierwszych sekund kawałka „Eurooppa”. Brudne, trochę plastikowe brzmienie, niechlujny charakter całości i bardzo proste riffy to w zasadzie esencja tego materiału. Zupełnie do muzyki nie pasował mi tutaj wokal, momentami jakby wycięty z zupełnie innej kapeli. Słychać tu chałupniczą realizację, która delikatnie mówiąc dupy nie urywa. Podobnie z resztą jak i poziom kompozycji Aeonless. 4/10

Hordes Of The Apocalypse – Now They Are Everywhere! There Is No Escape! (2016)
Wierzcie lub nie ale ta kapela od 2015 wypuściła osiem długogrających (choć w tym przypadku to może nienajlepsze określenie) materiałów. Do tego od chuja epek i innych kompilacji. Szwedzi mają rozmach w wydawnictwach to trzeba im oddać. Z samą muzyką nie jest już tak kolorowo. Ot thrashowo-crustowe łupanie, z którego niewiele wynika. Fani grindowych wyziewów też znajdą tutaj trochę dla siebie (np. w „Steve Da King!”). Ma to swoje momenty jak chociażby „Into The Nightmare” czy tytułowy „Hordes Of The Apocalypse” ale jako całość nie powala. Typowa płyta do posłuchania i zapomnienia. Flaki, gore i pół 20 kilo świni. Swoją drogą, mamy kwiecień a panowie wydali jak dotąd tylko dwa longplaye, słabo… 5,5/10

Aornos – Mors Sola (2016)
A teraz coś bliżej nas – Węgry. Aornos to jednoosobowy projekt a „Mors Sola” jest jego drugim pełnym albumem. Na krążku dostajemy dziewięć kawałków dość dusznego i skondensowanego black metalu. Nie jest to rzecz, w której odnajdziemy przyjemne melodie. Całość ma dość ciekawe brzmienie, które pomimo pozornej chaotyczności idealnie pasuje do muzyki zawartej na „Mors Sola”. Rzecz raczej dla fanów surowego blacku niż jego nowocześniejszych odmian. Ogólnie album to typowy średniak, ale swój urok ma. 6/10

Plasmodium – Entheognosis (2016)
Ten album na tle pozostałych wyróżnia się na pewno okładką. Byłem ciekaw co się pod nią skrywa. Australijski Plasmodium prezentuje nam psychodeliczne podejście do tematu black metalu, które zostało tutaj zawarte w czterech długaśnych utworach. Napięcie budowane jest zazwyczaj dość długo, rośnie i za chwilę znów spada by sprawić, że poczujemy się niepewnie i nieswojo. To bardzo niespokojna i nieprzewidywalna płyta. Plasmodium bardzo chcę żeby atmosfera zrobiła się nieprzyjemna i często doskonale udaje się to osiągnąć. Zdecydowanie nie jest to rzecz łatwa, ale gdybym miał wskazać z tych czterech wydawnictw jedno, które podeszło mi najbardziej byłoby to „Entheognosis”. 6,5/10