Symbol Of Domination Production/Satanath Records Cz. 1 (2016)

Jedziemy z pierwszą paczką recenzji wydawnictw Symbol Of Domination Prod. Tak jak poprzednio, przy Satanath Records, zdecydowałem się na nieco krótsze wywody na temat poszczególnych płyt, bo jest tego sporo a w kolejce czekają następne materiały.

Dark Phantom – Nation Of Dogs (2016)
Zaczynamy z grubej rury, kapelą z Iraku. Moja rada na wstępie jest taka – nie oglądajcie przed posłuchaniem „Nation Of Dogs” klipu tych panów. Będziecie mieli ich przed oczami cały czas słuchając tego materiału – gwarantuję. Nie sposób wtedy podejść do tej muzyki zbyt poważnie, także Dark Phantom stracili u mnie w oczach jeszcze przed podejściem do samej muzyki, która swoją drogą jest bardzo, ale to bardzo przeciętna. Sterylny i zachowawczy do bólu thrash/death bez pomysłu na siebie. Oryginalności w tym żadnej, chwytliwości niewiele, a wokal niestety dość monotonny. Całość zagrana sprawnie i na przyzwoitym poziomie ale takich kapel jest po prostu tysiące. Aha, no i te czyste wokale – uśmiech sam pojawia się na ustach. Jedyne co zapamiętam po kontakcie z tym zespołem to ten nieszczęsny klip… 4/10

Wolf’s Hunger – Bež’te živi vraćaju se mrtvi (2016)
Teraz czas na kapelę trochę bardziej zaprawioną w bojach. Wolf’s Hunger podchodzą z Serbii i istnieją od 1999 roku. „Bež’te živi vraćaju se mrtvi” to ich drugi album, ale jak pewnie się domyślacie z debiutem nie miałem przyjemności się zapoznać i gdyby nie podesłana płyta pewnie o istnieniu tych panów bym się nigdy nie dowiedział. Na drugim długograju dostajemy dziewięć kawałków osadzonych w klimacie thrash/black. Słucha się tego całkiem przyjemnie. Kawałki to szybkie i proste strzały. Nie ma tutaj mowy o jakimś kombinowaniu. Wolf’s Hunger gra prosto i nie wysila się na odkrywanie nowych muzycznych horyzontów. Jest w tym trochę nowoczesności, jest sporo klasycznych patentów. Ogólnie mówiąc – przyzwoicie. 6,5/10

Veldraveth – Malformations Of God (2016)
A teraz szybko przenosimy się do Wenezueli gdzie czekają na nas panowie z Veldraveth. „Malformations Of God” to ich trzeci pełny materiał. Na krążku mamy dziesięć szybkich i wyładowanych agresją black metalowych strzałów. Słychać w tym trochę Marduka, słychać death metalowe naleciałości ze Stanów (od tej technicznej strony). Generalnie dzieje się tu dużo a każdy kawałek to intensywny ładunek wkurwienia. Na uwagę zasługują partie perkusyjne, aż musiałem sprawdzić czy nie mamy czasem do czynienia z automatem – P. Barrabas zbudował na prawdę mocne fundamenty na tym albumie. Kapela pewnie większego rozgłosu nie zyska ale „Malformations Of God” to na prawdę niezły kawał agresywnego metalu. Gdyby tylko dodać trochę mięsa do brzmienia potwór byłby jeszcze silniejszy. 7/10

Gravespawn – Inexorable Grimness (2016)
Żeby nie było za słodko, na koniec pierwszego rzutu recenzji, pojawia się Gravespawn. Materiał trwający ponad pół godziny, nazwany tutaj epką to pięć kawałków utrzymanych w klimacie black metalowym. „Inexorable Grimness” to taka koślawa i nieporadna próba przywołania klimatu Bathory, połączenia charakteru pierwszych płyt z tymi późniejszymi. Obok prostych black metalowych patentów mamy więc też poplumkiwanie w stylu Burzum, trochę zagrzewających do walki dźwięków rodem z osady wikingów i inne cuda. Napaćkane tu tego wszystkiego do porzygu i w połączeniu z bardzo słabym wokalem tworzy męczącą i niedającą się słuchać papkę. Nie tędy droga. 3/10