Skaza – Art Declined (2016)

W poprzedniej recenzji pisałem, że rzadko ostatnio trafiam na debiutantów, a tu proszę, drudzy z kolei. Po sześciu latach od założenia kapeli, wrocławska Skaza postanowiła podzielić się stworzonymi przez siebie kawałkami, wydając je własnym sumptem pod nazwą „Art Declined”. W zasadzie już po samej oprawie graficznej płyty zacząłem się Skazy obawiać. Te teatralne, trochę kiczowate motywy nie zwiastowały niczego dobrego. Okazało się, że miałem trochę racji, ale rzeczywistość okazała się mniej brutalna niż moje wyobrażenia. Na płycie dostajemy dwanaście kawałków plus krótkie intro. Tematem przewodnim będzie tutaj heavy metal chociaż panowie nie zamierzają się ograniczać i momentami sięgają nawet po death metalowe patenty. Pisząc „heavy metal” mam na myśli to bardziej nowoczesne podejście do tematu, dostajemy więc w gratisie dopieszczone i sterylne brzmienie. Można się pokusić o stwierdzenie, że Skaza do swojej muzyki przemyca też elementy progresywne. Jakby tego wszystkiego było mało to panowie dołączają w pakiecie również sporo elektroniki. Wokal głównie czysty choć momentami Maciej Marcinko ucieka również w death metalowy growl. Jak więc sami widzicie dzieje się tu dużo. „Art Declined” to taki miszmasz, na którym teoretycznie sporo osób powinno znaleźć coś dla siebie. Niestety dla mnie za dużo tu tego wszystkiego. Gdzieś w tym pomieszaniu z poplątaniem zatracił się charakter kapeli i w zasadzie nie wiem co trio z Wrocławia chce mi przekazać. Do umiejętności muzyków przyjebać się nie mogę bo Ci zasuwają na swoich instrumentach bardzo sprawnie, niezbyt wiele znajduję tu jednak spontaniczności i emocji, które by do mnie przemówiły. Wszystko wydaje się być koniec końców trochę cukierkowe i sztuczne. Nie zachwyca mnie ani heavy metal prezentowany przez Skazę ani tym bardziej próby odbiegnięcia w śmierć metalowe rejony. No nie mój klimat, sorry panowie.