Organek (Klub Muzyczny Life House, Rzeszów 26.11.2016 r.)

Za mną drugi koncert Organka w tym roku. Poprzednio widziałem grupę w Krakowie, gdy była supportem Muse. Po sobotnim koncercie w klubie Life House stwierdzam, że lider i jego zespół świetnie sprawdzają się zarówno na dużej festiwalowej scenie, jak i w klubie dla kilkuset osób. Występ w Rzeszowie był częścią trasy, która promuje drugą płytę zespołu. „Czarna Madonna”, mam na myśli nie tylko utwór tytułowy, znakomicie prezentuje się na żywo. Brzmi nowocześniej, momentami jest ostrzejsza od debiutu. Nie oznacza to jednak, że grupa po macoszemu potraktowała „Głupiego”.

Z pierwszej płyty usłyszeliśmy m.in. „Kate Moss”, „Dziewczyna Śmierć”, „Nie lubię”, rozbudowaną długą wersję „King of the Parasites” i odśpiewany wspólnie z publicznością numer „Głupi ja”, który po raz drugi pojawił się również w trakcie bisów. Drugą płytę godnie reprezentowała instrumentalna „Introdukcja”, „Rilke” (te dwa utwory rozpoczynały koncert), przebojowe „Mississippi w ogniu„, i „Wiosna” (też zagrane po raz drugi na bis). Był mój faworyt z nowego albumu, czyli utwór „Ki Czort” – na żywo bez gościnnego udziału Nergala, ale z pozdrowieniami dla niego. Pięknie zabrzmiało „Ultimo”, a najdostojniej, chyba najlepsza kompozycja Organka, tytułowa „Czarna Madonna”.

Zdjęcia: Ilona Matuszewska

Jeden ze znajomych stwierdził, że poprzedni koncert artysty w tym samym miejscu był lepszy, miał w sobie więcej energii. Przyznaję, że mnie tej energii tu nie zabrakło, choć należy zaznaczyć, że czuć ją było bardziej zdecydowanie bliżej sceny niż w tylnej części klubu. Dlatego w pewnym sensie dziękuję temu łażącemu tam i z powrotem towarzystwu, bo dzięki wam nie wytrzymałem i na ostatnią część koncertu wybrałem się tam, gdzie bawili się ludzie o kilka lat młodsi ode mnie. Ułożyłem sobie w głowie nawet coś takiego:

Nie lubię kobiet i mężczyzn, którzy łażą tam i z powrotem,
Teraz Organek gra koncert, łaźcie sobie potem

Ładna oprawa świetlna, dźwięk dobrze brzmiący, muzycy są w formie i widać, że bawią się tą muzyką, a reakcja publiczności jeszcze bardziej ich napędza. Było to doskonale widać w trakcie bisów, gdy fani co chwila wywoływali ich na scenę. Cieszy mnie obecność takich wykonawców na polskiej scenie muzycznej. Nie zwracam uwagi na drążenie tematu, że przecież nie ma w tym niczego nowego, że tu słychać Led Zeppelin, że tam zabrzmi The Doors… Nie zastanawiam się też, czy Tomek nosi zarost od przed wojny, czy podpisał umowę na Organka z wąsami… Ważne jest to, że pisze świetne piosenki i ma dar do wykonywania ich na żywo. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy!