Occultum – Towards Eternal Chaos (2016)

Lubię sytuacje kiedy nie spodziewam się po płycie absolutnie niczego, a ta zostaje ze mną na długo po napisanej już recenzji i kurczowo trzyma się odtwarzacza. Z takim wydawnictwem mam do czynienia właśnie teraz. Occultum powstało na gruzach uśmierconego w 2015 roku Amarok i do czasu ogłoszenia przez Eryka z Old Temple premiery „Towards Eternal Chaos” nic mi ta nazwa nie mówiła. Tymczasem okazuje się, że w Toruniu nie tylko Kopernik, Muzeum Piernika i ojciec dyktator, ale też solidny black metal grajo. Nie zamierzam silić się na jakieś wymyślne porównania bo tutaj sytuacja jest prosta i klarowna. Od pierwszych dźwięków słychać z czym mamy do czynienia. Black metal ze sporą dawką szwedzkości – mówi to panu coś? Jest klasycznie, prosto, czasem zaskakująco melodyjnie, a wszystko oczywiście z odpowiednią dawką bluźnierczego, ponurego klimatu. Z tymi „siedmioma hymnami” w zapowiedzi też ciężko się w sumie nie zgodzić bo kawałki utrzymane są w dość podniosłej, bojowej i nienawistnej atmosferze. Occultum pomimo do bólu tradycyjnych rozwiązań ma swój charakter i potrafi zainteresować swoją muzyką. Nawet jeśli przy którymś z fragmentów stwierdzisz „hm, słyszałem to już 100 razy” to i tak będziesz chciał usłyszeć 101-wszy, w wykonaniu Occultum. „Towards Eternal Chaos” to materiał różnorodny, pokazujący, że odpowiedzialni za niego ludzie są obyci w czarnym metalu. Płyta broni się jako całość i zdecydowanie należy do najbardziej udanych debiutów na naszej scenie jakie ostatnio słyszałem. Album w zasadzie kupił mnie od razu choć nie ma w nim niczego nowego czy spektakularnego. To po prostu świetnie zagrany black metal podany bez zbędnych dodatków, zaostrzający apetyt na więcej.