Motörhead. Ochlejmordy i zadymiarze.

Kolejna książka o Motörhead, ileż można? Przecież już kilka znajduje się na naszych półkach, prawda? A po śmierci wszystkich muzyków z klasycznego składu można tę pozycję odebrać też jako próbę zarobienia kasy na trupie… Nie dziwię się, jeśli tak pomyśleliście, ale pozwólcie, że zrewiduję te opinie, bo moim skromnym zdaniem jest to książka godna polecenia.

Polecić ją warto nie tylko dlatego, że jej autorem jest Martin Popoff, choć na pewno jest to jeden z jej atutów. Człowiek, który nazywany jest najbardziej znanym dziennikarzem heavy metalu, ma na swoim koncie 56 książek, napisał ok. 7900 recenzji. Te liczby robią wrażenie, nawet jeśli wiadomo, że ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. Jak jest w tym konkretnym przypadku? Po lekturze, która jest opowieścią o początkach Motörhead (w dużej mierze mamy tu do czynienia z przedziałem czasowym 1975–1983, choć znajdziecie też kilka nawiązań do lat bardziej współczesnych), chyba nie tylko ja stwierdzę, że facet naprawdę zna się na swoim fachu. Niezaprzeczalnym plusem tej książki jest to, że Martin na jej potrzeby, na przestrzeni kilku lat, sam przeprowadził sporo wywiadów. Wywiadów z muzykami, którzy tworzyli klasyczny skład zespołu (Lemmy Kilmister, Phil Taylor, Eddie Clarke), oraz z innymi osobistościami muzycznej sceny. Wśród nich znaleźli się m.in. Frank Bello, Charlie Benante, Dee Snider, Brian Robertson… Historia opowiedziana słowami wszystkich muzyków tworzących legendarny skład jest niezwykle ważna, bo przedstawia punkt widzenia nie tylko tego, który do dziś uważany jest za niekwestionowanego lidera formacji. Wypowiedzi Lemmy’ego, skrzące się od humoru, pełne celnych ripost i spostrzeżeń, oparte na wielkiej inteligencji wokalisty i basisty zespołu, to jedno. Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni. Ale równie ważne i wartościowe są słowa perkusisty i gitarzysty Motörhead, którzy szczerze (niekiedy jest to szczerość bolesna) opowiadają o kolejnych albumach, piosenkach, trasach i relacjach z Lemmym, nie zawsze najłatwiejszych. Taylor w pewnym momencie mówi nawet, że Lemmy okradał resztę zespołu (dotyczy to kosztów projektów okładki do płyty „1916”), a Clarke wspomina, że:„Czasem musieliśmy prośbą i groźbą przekonywać Lemmy’ego, by zechciał łaskawie ruszyć tyłek na próbę…”. Ponoć trzeba było się nieźle napocić, by skłonić lidera do pracy. Gdy historia zaczyna skupiać się na konfliktach, które doprowadziły do rozpadu tego pierwszego składu, to nie sposób nie zwrócić uwagi na to, jak trudna była przyjaźń, która połączyła muzyków tego fantastycznego zespołu, i jak różne były zapatrywania na pewne kwestie. Aż trudno uwierzyć, że główną przyczyną rozpadu grupy był singiel, który Lemmy chciał nagrać z Wendy O. Williams. Gdy Phil i Lemmy robili to dla żartu i zarobienia jakiejś kasy, Eddie uznał wynik sesji za kompletne nieporozumienie i zapowiedział, że jeśli materiał zostanie wydany, to „wypierdala” z zespołu. Zespołu, który był uwielbiany przez fanów, przez innych muzyków i przedstawicieli przemysłu muzycznego – niekoniecznie. Choć powszechnie wiadomo, że Lars z Metalliki, Slash z GN’R, czy Ozzy Osbourne to ludzie, którzy zaliczali się do przyjaciół i fanów formacji, zdecydowana większość nie traktowała poważnie ekipy Lemmy’ego. Eddie Clarke, który raczej nie miał wielu kumpli w tej branży, dosadnie wyraża się o innych muzykach: „Wielu muzyków ma głowy tak głęboko we własnych dupach, że zapomnieli, jak wygląda słońce. Uważają się za pomazańców bożych. Kiedy oni lizali się po fiutach, my otwieraliśmy kolejne piwo, wciągaliśmy kolejną kreskę i mieliśmy wszystko w dupie”. Nieźle, c’nie?

Martin Popoff celowo skupił się na okresie obejmującym pięć płyt studyjnych i jedną koncertową (chyba nie muszę podawać tytułów, prawda?), ale potrafi też przyznać się do tego, że kocha i docenia wersję zespołu z lat dwutysięcznych, jednak „Ochlejmordy i zadymiarze” miały być i są hołdem dla najbardziej klasycznej odsłony zespołu.

Przed wami historia powstania i rozpadu klasycznego składu Motörhead. Historia wzlotów i upadków, opowieść o przyjaźni, kłótniach, konfliktach, sesjach nagraniowych, trasach koncertowych, legendarnym brzmieniu basu Lemmy’ego, głośności zespołu – też legendarnej, fiksacji lidera na punkcie nazistowskich pamiątek… Książka wypełniona rock and rollem, humorem, ale też i momentami tragicznymi. I jeszcze jedno: jeśli naprawdę pomyśleliście, że ktoś tu chce zarobić na czyjejś śmierci, Martin Popoff już we wstępie zaznacza, że gdy ECW Press zamawiali książkę o Motörhead, Kilmister, Taylor i Clarke byli jeszcze wśród żywych, gdy ją kończył, dwóch już nie żyło. Ostatni z nich – „Fast” Eddie Clarke – odszedł 10 stycznia 2018 roku. Natomiast data wydania książki (maj 2017 – mowa o premierze poza granicami Polski) jest wynikiem procedur wydawniczych.