Mortality – For Whom the Bomb Tolls (2017)

Mortality zabija od samego początku… chujową do bólu okładką. Wiem że nie powinno oceniać się płyty po okładce, ale musiałem to napisać bo bije z niej kiczowatość w najgorszym wydaniu. A teraz już do sedna. „For Whom the Bomb Tolls” to długogrający debiut tej szwedzkiej kapeli, chociaż swoje początki panowie notują na końcówkę lat 80-tych. Trochę więc czasu minęło ale w obozie Mortality czas się chyba zatrzymał. Prezentowany przez ten duet thrash, zarówno pod względem brzmieniowym (choć czuć tu niestety trochę plastiku głównie za sprawą perkusji z automatu) jak i od strony muzycznej mocno osadzony jest w klasyce tego gatunku. Dużo galopujących partii perkusyjnych, szybkich i soczystych riffów i oczywiście solówki, które atakują nas dość często falami jakby naprędce wymyślanych dźwięków. Nie jest to zdecydowanie coś to mogłoby mnie urzec od pierwszego odsłuchu. Przy kolejnych nie jest z resztą lepiej bo wychodzi na jaw, że „For Whom the Bomb Tolls” oprócz jechania z ogranych już patentów nie ma w zasadzie nic do zaoferowania i będzie w stanie zadowolić tylko zagorzałych thrasherów, którzy z tego gatunku łykną absolutnie wszystko bez większych wymagań. Melodii dostajemy tutaj również sporo, część została osadzona wręcz w heavy metalowym stylu, ale nie są one w stanie zagościć w naszej głowie na dłużej. Niektóre kawałki takie jak np. „Son of a Gun” ciągnął się straszliwie i zwyczajnie męczą. Całość wypada po prostu mocno przeciętnie i znając życie przepadnie gąszczu innych, lepszych wydawnictw. Nie wiem ile Mortality pracowało nad debiutem ale jak dla mnie mogli go sobie spokojnie darować.