Monstraat – Scythe & Sceptre (2017)

Założona w ładnym i okrąglutkim 2000 roku bandycka ekipa Monstraat pochodzi z pięknej krainy znanej jako Szwecja i od tamtej pory raczyła świat demkami. Zmieniło się to niedawno, a „Scythe & Sceptre” to ich drugi long. Fakt, trudno nie zawiesić oka na okładce tego materiału, a stąd już rzut beretem do dogłębnego osłuchania tych 30 minut suróweczki z michy podpisanej „black metal”.  Mam to szczęście że jestem gatunkowym turystą, toteż nie czuje się znudzony wałkowaniem sprawdzonych, skandynawskich patentów na tego typu granie. A myślę, że spokojnie można w tym przypadku powiedzieć, iż jest to przedstawiciel typowy dla black metalu z północy. Owszem, jest to sprawdzone i nie raz powielane granie, ale też dorodne, klimatyczne, odpowiednio dopieczone. Duecik ten zna się na rzeczy, gardło zdzierane jest jak przy torturze nieludzkiej, gary i gitary pachną zalaną browarem piwnicą, więc wszystko w najlepszym i właściwym sobie porządku. W tym niewielkim czasie trwania znalazło się miejsce na zmiany tempa, chwytliwe, powiedzmy że black’n’rollowe riffy, a całość spaja po prostu dobry, równy poziom, bez wskazywania wyraźnie słabszych lub lepszych momentów. Co prawda może nie jestem fanem lekko depresyjnego podejścia jak to ma miejsce w jednym z ostatnich kawałków, ale wszystkie pozostały petardy sprawiają, ze ostatecznie jestem kontent po katowaniu tej płyty. Taka to fajna mała rzecz i cieszy. Nasza rodzima wytwórenka Fallen Temple miała nosa wchodząc w układy z Monstraat, bo myślę, że warto chłopakom zapewnić te kilka pozytywnych zdań puszczonych w internetowy obieg. A tymczasem niech szanowni radiosłuchacze wybaczą, muszę zniknąć na kolejną rundkę wokół „Scythe & Sceptre”. Zdecydowanie udana wycieczka w lata 90. i ówczesną muzykę z północy tak czarną jak moja kawa.