Meller Gołyźniak Duda – Breaking Habits (2016)

Lubię takie pozytywne muzyczne zaskoczenia. Płyta, na którą praktycznie nie czekałem, a zaskakuje mnie z marszu, od pierwszego „wejrzenia”. Jestem wielkim fanem Riverside i solowej twórczości Mariusza Dudy, ale jeżeli mam być szczery to praktycznie nie wiedziałem nic o tym, że członek najlepszej polskiej prog rockowej grupy dłubie coś na boku. I to nie sam. Nowy muzyczny projekt Mariusza jest dziełem jego i dwóch innych muzyków – znanego z Quidam – Macieja Mellera i perkusisty Sorry BoysMacieja Gołyźniaka. Nazwa projektu to po prostu Meller Gołyźniak Duda. Tutaj nie nazwa i nie nazwiska grają główną rolę, tylko muzyka. A ta, serio jest niczego sobie. Wszystko brzmi tu bardzo organicznie i niezwykle żywiołowo. Czasami odnoszę wrażenie, że panowie nagrali swój materiał na tak zwaną „setkę” – na żywo, z biegu, wcześniej odpowiednio przygotowując się w sali prób, gdzie każdy przyniósł swoje świeże pomysły. Nie musicie obawiać się nudy. Dzieje się tu naprawdę sporo –  wokal i bas Dudy jak zwykle nie zawodzą, perkusista wycina bardzo ciekawe figury i rytmy, a gitarowe  sprzężenia Mellera nie meczą a przykuwają ucho swoją dramaturgią. Na początku spodobał mi się kawałek „Shapeshifter” – bardzo dobry przebój, który na Trójce zrobiłby pewnie małe zamieszanie (chyba, że już tam jest, a ja o tym nie wiem). Ogólnie jeśli miałbym do czegoś porównać te dźwięki po kilku przesłuchaniach, to wskazałbym… Porcupine Tree. Już przy otwierającym „Birds of Prey” moje myśli lecą ku twórczości pana Wilsona i spółki. W takim „Feet on the Desk” słyszę dużo bluesa i…Cohena! Tytułowy „Breaking Habits” to wspaniała muzyczna improwizacja, której praktycznie można słuchać na okrągło. Chyba nie będę wam psuł zabawy opisując kolejne kawałki, sami musicie sprawdzić co Ci panowie wysmażyli wspólnymi siłami. Bardzo fajna płyta, na której słychać, że muzycy będący wplątani w swoje inne, poważne projekty chcieli dać po prostu upust swojej fantazji muzycznej i nagrać coś może nawet bardziej dla siebie niż dla słuchaczy. A spinać się jak widać nie musieli. Bo po co? Muzyka to przecież nie wyścigi. Ta dobra muzyka, której tutaj jest pełno.