Masachist – The Sect (death REALigion) (2017)

Minęło pięć lat od dobrze przyjętego „Scorned”. Panowie zmienili w tym czasie wytwórnię (nowy krażek ukazał się z logiem Witching Hour Productions) ale zdecydowanie nie zmienili swojego podejścia do death metalu. I w sumie dobrze się stało bo zamiast eksperymentów i odkrywania swojego nowego „ja” Masachist uderzyło po raz kolejny centralnie w mordę. Po „The Sect (Death REALigion)” spodziewajcie się brutalnego technicznego metalu śmierci, który nawet ostrożnie podchodzących do technicznej łupanki jest w stanie zaciekawić. Jasne, sporo tutaj połamańców, zmian tempa i wymyślnych zagrywek ale cały czas słuchając ich trzeciej płyty miałem jednocześnie wrażenie, że ta muzyka płynie sobie dość swobodnie i nie wymaga od słuchacza nie wiadomo jakiej atencji. Chcesz szukać smaczków – wsłuchaj się, znajdziesz je bez problemu. Chcesz po prostu dobrego death metalu – browar w dłoń, słuchawki na uszy i jazda. Mimo całego ciężaru jaki ma w sobie ta płyta, jest w niej też sporo przystępnych fragmentów. Kawałki nie męczą wirtuozerskimi popisami i wepchanymi na siłę riffami, aby tylko zagmatwać to wszystko jeszcze bardziej. Każdy dźwięk ma tutaj swoje miejsce i słuchając tych utworów odnosi się wrażenie, że zostały w nich tylko najlepsze, najpotrzebniejsze elementy. Ten album nie jest przełomowy, nie jest powiewem świeżości na death metalowej scenie. Jest po prostu kolejnym krokiem Masachist na ich jasno określonej, już na „Death March Fury”, ścieżce. Jeśli więc jakim cudem o kapeli z Jarosławia jeszcze nie słyszeliście, „The Sect (Death REALigion)” będzie idealnym początkiem. Myślę, że fanów kapeli nie trzeba namawiać bo i tak sprawdzą ten materiał i jestem przekonany, że się nie zawiodą.