Invocation – Seance Part. I (2016)

Dostajesz promówkę takiego Invocation do odsłuchu, włączasz, znasz te wszystkie patenty na wylot a i tak słuchasz z uśmiechniętym ryjem kilka razy pod rząd. Postanawiasz więc dowiedzieć się czegoś więcej o owym tworze. Okazuje się, że „Seance Part. I” to pierwsze wynurzenie tej pochodzącej z Chile ekipy. Trzeba więc dopisać ją do kajetu i śledzić jakie będą jej kolejne kroki. Invocation to idealne połączenie death metalowej agresji i ciężaru z typowo blackowym klimatem i obskurnością. Na myśl już po pierwszych dźwiękach przychodzą mi do głowy moi ulubieńcy z norweskiego One Tail, One Head. Oby tylko chilijski hord nie brał przykładu z OTOH co do częstotliwości wydawania materiałów. Niechlujne, garażowe brzmienie idealnie uwydatnia mocno przesterowane, siarczyste gitary. Do tego dochodzi jeszcze świetnie wpasowany opętańczy, rzygający kolejnymi rytualnymi treściami wokal. Całość uzupełnia toporna, wybijająca proste rytmy perkusja, która idealnie napędza tę jadącą w jasno określonym kierunku machinę. Chaos unosi się w powietrzu, a my jesteśmy wrzuceni w sam jego środek na niespełna dwadzieścia minut. Skoro już mowa o czasie trwania materiału to w zasadzie i tu nie ma się do czego przyczepić. „Seance Part. I” pozostawia lekki niedosyt ale okazuje się przy tym dobrze skrojonym demkiem nie zawierającym wyraźnie słabszych punktów. Dodatkowo jeśli ktoś lubi zagadki może zgadywać kto w kapeli gra, bo takich informacji się nie doszukałem. Z resztą jakie to ma znaczenie skoro ta muzyka broni się sama i wymyślnych ksywek nie potrzebuje. Premiera niebawem w Godz Ov War więc trzymajcie rękę na pulsie.