Infatuation of Death – Code of Impiety (2016)

Takiej sytuacji chyba jeszcze nie miałem. Zasiadam do pisania recenzji, a kapela w międzyczasie zakończyła swoją działalność. Mowa tutaj o Infatuation of Death, a przedmiotem tej recki jest ich debiutancki długograj „Code of Impiety”. Nawet jeśli nie słyszeliście wcześniej demówek tego sosnowieckiego zespołu to muzycy wchodzący w jego skład powinni być wam znani. Nuclear Vomit, Dira Mortis, Epitome czy Morowe to gwarancja jakości także byłem jakoś dziwnie spokojny odpalając ten krążek, zwłaszcza, że już na demówkach działo się dobrze. Oczywiście nazwiska nie grają, ale w tym przypadku przeczucie mnie nie myliło, „Code of Impiety” to solidna dawka metalu śmierci w klasycznej do bólu odsłonie. Panowie biorą z klasyków pełnymi garściami dając nam dziesięć bezkompromisowych numerów mogących zadowolić fanów Incantation czy Morbid Angel. Na płytę weszło dziesięć szybkich strzałów dających nam nieco ponad pół godziny death metalowej uczty. Infatuation of Death nie pierdoli się w tańcu i zaraz po krótkim intrze przechodzi do rzeczy. To proste granie, mające uderzać nas centralnie w mordę. Technicznie wszystko się zgadza. Kompozycje zostały bardzo sprawnie poskładane – nie męczą technicznymi zagwozdkami ale też nie nudzą i ciągle zaskakują nowymi patentami. Tak, słyszeliśmy już takie granie bardzo często, ale siłą „Code of Impiety” zdaje się być lekkość z jaką zdołałem ten album wchłonąć. Nie słychać tu żadnych wymuszonych dźwięków, wszystko brzmi bardzo naturalnie. Panowie wybornie czują się w takim graniu, nie potykając się o własne nogi i nie siląc na wymyślanie death metalu na nowo. Bardzo szkoda takich kapel jak Infatuation of Death, bo tym debiutem zdecydowanie zaostrzyli apetyt na więcej. Niemniej jednak cieszyć należy się z tego, że dzięki Defense Records i MyThrone Promotion możemy postawić sobie ten album na półce.