Terrordome powstał na początku 2005 roku, gdy Mekong Minetaur i Uappa Terror postanowili założyć kapelę, która połączy najlepsze elementy oldskulowego thrashu i hardcora, ale będzie równocześnie dużo szybsza, cięższa i brutalniejsza niż typowe kapele crossoverowe z lat 80-tych. Po długich poszukiwaniach do składu dołączyli Picho oraz Mosh i zespół zaczął grać pierwsze koncerty.
Po epce i splicie przyszedł czas na album długogrający. Odpalam więc płytę i wita mnie intro. Chyba najszybsze i najbardziej "jebitne" jakie słyszałem. This Aggression Never Gives A Shit To The Society przechodzi w utwór Wish You Were, bynajmniej nie Here a Killed. Energia, energia i jeszcze raz energia. Na myśl przychodzą takie kapele jak Extreme Noise Terror czy Napalm Death. Całość utrzymana została na równym, wysokim poziomie. Utwory nie nudzą. Pomimo tego, że zazwyczaj ich czas trwania mieści się w granicach dwóch minut to jest w nich zawarte wszystko to co w takiej muzyce najlepsze. Dynamizm, szybkość i agresja widoczna na każdym kroku. I o to właśnie chodzi.
Zarówno warstwa wokalna jak i muzyczna do mnie przemawia. Szybkie, lecz niepozbawione melodii riffy jako tło do krzyczanych przez wokalistę tekstów łączą się w zajebiście potężną hardcore'owo-thrashową maszynę. Jeśli chodzi o minusy to podczas słuchania najbardziej "rzucają się w uszy" fatalnie brzmiące blachy. Minus również za to, że nie znajdziemy tutaj czegoś czego by jeszcze nie było. Jest to po prostu bardzo dobrze zagrana ciężka muzyka na znanych już "motywach".
| « poprzednia | następna » |
|---|





























