In Twilight’s Embrace – Vanitas (2017)

Tak serio, jeśli mam być szczery, nie czekałem zbytnio na nowy materiał od Cypriana i spółki. Jasne, wiedziałem, że cos tam dłubią w studio i kiedyś na pewno będzie dane nam obcować z ich nowym dziełem, ale zupełnie nie miałem na ten krążek ciśnienia. Czemu nie czekałem? Otóż po takim materiale jak „The Grim Muse” nie spodziewałem się niczego nowego, jak tylko kolejnego grania a’la At The Gates. Oczywiście nie twierdzę, że to była zła płyta, co to to nie. Jak dla mnie było to znakomite rekonstrukcyjne granie spod znaku Sunlight Studio i chyba najlepsza inkarnacja tego typu grania w kraju cebuli.

Jakie było moje zdziwienie gdy dostałem „Vanitas” w swoje ręce. Czy to nowa płyta Mgły? Nie, moi drodzy, to tylko Poznaniacy poszerzyli swoje horyzonty muzyczne przemieniając się w kapelę mocno czerpiącą tym razem z black metalu. Nie mówię, że nigdy tego grania nie czuli, albo nie byli fanami takich dźwięków, ale że przełoży się to aż tak na zawartość muzyczną? Szok. Są na pokładzie fani Dissection albo Unanimated? Ok, w takim razie „Vanitas” jest w sam raz dla was. Czy „Szwecja” całkiem znikła z warsztatu ITE? Raczej nie, ale to bardzo dobrze ponieważ wtedy nie byłoby tak dobrych kawałków jak „As The Future Evaporates”. Bankowo musimy zatrzymać się na chwilę przy wokalach, bo te warte są poświęcenia choćby kilku słów. Raczej nie zaznamy tutaj darcia ryjka niczym Tom Lindberg, Pan Łakomy dotarł do swojego własnego stylu ekspresji – jest krzyk, są śpiewy i wolne cedzone partie przeplatane nawiedzonymi przemowami. Posłuchajcie mojego faworyta – „Trembling”, będziecie wiedzieć o co mi chodzi. Serio nie wiem co więcej tu dodać. Nie warto rozpisywać się o każdej kompozycji z osoba. O partiach instrumentalnych też raczej nie, bo wiadomo, że tacy muzycy kichy nam raczej nie dadzą. Aby bardziej was zachęcić do sięgnięcia po „Vanitas” powiem tylko, że dawno nic mną nie ruszyło tak mocno z naszej rodzimej sceny, jak właśnie ten album. Słucham go już chyba około miesiąca (z drobnymi przerwami) i co raz wczuwam się w jakiś motyw, jakieś melodyjne przejście i chłonę ten cały nawiedzony klimat. Nic tylko czekać na egzemplarz w formie namacalnej. Wy chyba wiedzie gdzie słać przelew? Jak nie, to wam pomogę – Arachnophobia Records. To chyba nie jest dla was zaskoczeniem, że wytwórnia z Klepacz nie wydaje złych płyt. „Już za jakiś czas przyjdzie nam spotkać śmierć…”