Gruesome – Twisted Prayers (2018)

Nie mam kompletnie nic przeciwko młodym zespołom, które swoim stylem w bardzo wyraźny sposób inspirują się i brzmią jak kapele, które grały już 20-30 lat temu, zanim jeszcze członkowie tych zespołów zdążyli się urodzić. Oczywiście pod warunkiem, że robią to dobrze. Gruesome akurat nie jest jednym z tych zespołów. Gruesome jest młodym zespołem, oddającym hołd dokonaniom Death, ale takim w którego skład wchodzą ludzie, którzy mają za sobą już po 20 lat grania, a trochę krótszy staż ma tylko gitarzysta Daniel Gonalez. Mało tego, te lata grania mają w takich kapelach jak Possessed, Malevolent Creation czy Exhumed.

Biorąc pod uwagę powyższe fakty i wcześniejsze dokonania tejże ekipy, można było się spodziewać, że „Twisted Prayers” będzie na co najmniej dobrym poziomie. Całe szczęście określenie tej płyty jako „dobra” to grube niedopowiedzenie. W zapowiedziach, które można było przeczytać do tej pory, było powiedziane wprost, że ten album ma nawiązywać do „Spiritual Healing”. Kiedy zobaczyłem okładkę, to od razu przyszło mi na myśl skojarzenie z kaznodzieją, który widnieje na okładce trzeciego albumu Death mimo, że różnią się stylem od siebie dość mocno. Zresztą za obie okładki odpowiedzialny jest ten sam człowiek.

Wracając do muzyki, mamy tutaj to o czym słyszeliśmy w zapowiedziach, czyli death metal, który pewniejszym krokiem zmierza w kierunku progresywnej części dyskografii Death, odchodząc co nieco od obskurnego klimatu z „Leprosy” czy „Scream Bloody Gore”. Słuchając „Twisted Prayers” trzeba pamiętać o tym, że ten album jak i cały projekt ma przywoływać ducha Death. Skutkuje to tym, że non stop mamy wrażenie, że już to gdzieś słyszeliśmy, ale nie ma mowy o powtarzalności. Z drugiej strony każdy ma świadomość, że nie jest to cover band, który tylko odtwarza czyjąś twórczość, nawet jeśli miałby to robić dobrze. Warsztat wokalno-instrumentalny, poparty wieloletnim doświadczeniem każdego z członków zespołu, nie pozostawia absolutnie nic do życzenia. Słuchając tej płyty wielokrotnie, stwierdzam, że nawet jakbym chciał, to po prostu nie mam się do czego przyjebać. To co szczególnie jest wartę podkreślenia w przypadku „Twisted Prayers”, to bardzo naturalne brzmienie, jakby samo odtworzenie stylu ze Spiritual Healing nie sprawiało żadnego problemu. Wiedza, o tym która dokładnie płyta służyła za inspirację dla najnowszej płyty Gruesome, zostaje zepchnięta, a sam album odbieramy jako coś nowego i „swojego”. Autentyczność tej płyty jako szczerego dowodu uznania dla Death jest dla mnie niepodważalna i jak dla mnie może być to jedna z lepszych płyt death metalowych w tym roku.