F.O.A.D – Birth of Extinction (2016)

Uwierzycie, że zespół, którego recenzję płyty właśnie czytacie został założony w 1986 roku? Żeby było śmieszniej „Birth of Extinction” to debiutancki materiał tej kapeli, która reaktywowała się po dłuższym okresie niebytu w 2012 roku. Dowodzona przez Rogera Idermana kapela F.O.A.D do tej pory była mi obca, a jak się okazuje warto poświęcić jej chwilę. Mimo, że materiał ukazał się pod koniec ubiegłego roku to spokojnie wyczuć możemy tu ducha przywołanych wcześniej lat 80-tych. Panowie łupią sobie energetyczny thrash z bardzo mocnym szwedzkim akcentem brzmieniowym. I muszę przyznać, że wychodzi im to bardzo przystępnie. Nie jest to materiał wybitny, ale zawiera sporo wpadających w ucho riffów. Całość albumu tworzy niewymagającą, mocno przebojową mieszankę spiętą lekko horrorową klamrą. Jest szybko, zadziornie i oldschoolowo. Na pewno znajdą tutaj coś dla siebie fani wczesnego Voivod – właśnie ta kapela przyszła mi pierwsza do głowy po odpaleniu „Birth of Extinction”. Na deser dostajemy również utwory wcześniej zarejestrowane na demówce „Demo-Nical” i debiutancki singiel „Morbid Truth”. Wydawnictwo zawiera więc wszystkie nagrania jakie do tej pory F.O.A.D wypuściło. Cóż, kapela Ameryki odkryć nie próbuje, ale sprawnie łączy sprawdzone już przez wielu patenty dając nam na prawdę przyzwoitą dawkę thrashu o szwedzkim zabarwieniu, który chętnie odpalę sobie jeszcze kiedyś do zimnego piwska.