Diamonds Productions Cz. 1 (2016/2017)

Dzisiaj dwa krótkie strzały z wytwórni Diamonds Productions.

Ruxt – Behind The Masquerade (2016)
Ruxt pochodzi z Włoch a opisywany album to długogrający debiut tych panów. Na albumie dostajemy aż czternaście kawałków (wraz z intrem) utrzymanych w klimacie hard’n’heavy z elementami power metalu. Bardzo dawno nie słuchałem tego typu muzyki choć kiedyś była mi bardzo bliska. Jak na ironię słuchając Ruxt trochę mało tego powera czuję. Nawet w tych, wydawać by się mogło, żywszych fragmentach całość sprawia wrażenie mocno ugrzecznionej. W utworach ciężko jest wskazać jakieś charakterystyczne i wpadające w ucho fragmenty. Całość brzmi spójnie chociaż jak dla mnie bardzo monotonnie i podobnie do siebie. Sama budowa kawałków również jest dość powtarzalna i raczej na zaskoczenia nie ma co liczyć. Od strony brzmieniowej nie ma się do czego przyczepić – ani nie działa ona na plus ani ma minus przy odbiorze „Behind The Masquerade”. Mnie ten krążek potwornie wynudził i nie bardzo widzę powód by do niego wrócić w przyszłości. Kompozycje są strasznie rozwleczone, pozbawione energii. W dodatku jest ich po prostu za dużo, a spokojnie mógłbym wskazać kilka utworów, których usunięcie zadziałało by na plus przy odbiorze debiutu Ruxt. 4/10

Athlantis – Chapter IV (2017)
O ile przy poprzednim wydawnictwie narzekałem na brak „powera” tak Athlantis zdaje się opierać na nim całą swoją płytę. Dostajemy więc typowe heavy/power metalowe przytupańce. Szczerze muszę przyznać w tym miejscu, że bardzo bardzo rzadko wracam do takiego grania i jeśli już najdzie mnie ochota to odpalę z sentymentu pierwsze albumy Stratovarius czy Gamma Ray, które plumkają sobie w tle a potem odłożę je na półkę na kolejne dwa lata. Athlantis korzysta z klasycznych patentów, ogranych w tym gatunku przez lata. Nie ma w tym świeżości, jest za to sporo plastiku i w mojej ocenie tandetności. Zdaję sobie sprawę, że na tym ten gatunek się po części opiera, ale mimo wszystko w pamięci mam też takie kapele jak np. Persuader, które udowadniają, że power metal można zagrać na prawdę dobrze, bez tandety za to z należytą mocą. Tutaj, mimo iż poziom jest trochę wyższy niż u Ruxt, nie ma tej mocy zbyt dużo. Mamy za to jeszcze trochę wolniejszych, balladowych smętów opartych na do bólu przewidywalnych riffach. Nudne to strasznie i nijakie. 5/10