Det Gamle Besatt – Inter Mundos (2017)

O Det Gamle Besatt pisałem przy premierze ich debiutanckiego materiału „Primary Evil”. Wtedy myślałem, że mamy do czynienia z jednorazowym skokiem w bok pierwszego składu Besatt. Sprawy potoczyły się na całe szczęście inaczej i jeszcze w tym samym roku dostaliśmy długogrającą płytę „Caerimonia Diabolus”. Potem wydany został jeszcze koncertowy materiał, który zupełnie mnie ominął i wreszcie docieramy do obiektu recenzji, czyli drugiego pełniaka zatytułowanego „Inter Mundos”. Jeśli wcześniej mieliście do czynienia z tym trio to dokładnie wiecie czego się spodziewać. Duch starego Kata unosi się w powietrzu i jest zauważalny w zasadzie w każdym utworze. Wokal z typową dla Romana Kostrzewskiego manierą wychodzi Beldarohowi wspaniale, Polskie teksty również dodają temu wszystkiemu uroku. Mamy także zwolnienia i akustyczne fragmenty (np. w „Nasz ojcze”), które również przywodzą na myśl ten zasłużony hord. Kat to oczywiście nie jedyna inspiracja. Mamy tu po prostu hołd złożony dla staroszkolnego, prostego black metalowego grania. Na próżno szukać tutaj szaleńczych temp i opętanych blastów. Panowie się nie śpieszą, budują mroczny i tajemniczy klimat na bardzo dobrze znanych i sprawdzonych patentach. Oryginalności po Det Gamle Besatt się nie spodziewałem, ale trzeba też przyznać, że mało w dzisiejszych czasach mamy takiego grania. Mógłbym powtórzyć tutaj recenzję poprzednich materiałów bytomian ale nie ma to najmniejszego sensu. W obozie DGB nic się nie zmieniło, więc jeśli na myśl o poprzednich materiałach macie dobrze to bez zastanowienia powinniście sięgnąć to „Inter Mundos”. Nie miałbym nic przeciwko gdyby obecny Besatt również poszedł w podobnym kierunku.