Despizer – Pogarda (2018)

Moich wycieczek po Polskiej scenie ciąg dalszy. Po Wstręcie, In Silent i ostatnim albumie Voidhanger przyszedł czas na jeszcze inne muzyczne rejony w postaci Despizer. Chociaż może trochę przesadzam? Wspólne cechy z Voidhanger bym na tym materiale znalazł. Ale nieważne, przejdźmy do rzeczy. „Pogarda” to drugi materiał tego zespołu i powiem Wam szczerze, że bardzo smakowity materiał. Jeśli crustowy, szybki wpierdol to coś po co chętnie sięgacie to odnajdziecie się tutaj jak w domu. Jest bardzo prosto, momentami niechlujnie, brudno i agresywnie. Panowie nie owijają w bawełnę, prosto z mostu wykładają to co im na wątrobach leży, a jeśli się wam nie podoba to patrzcie tytuł kawałka numer cztery. Tak to widzę. Nie spodziewajcie się więc poematów czy rozważań filozoficznych – hord ten stawia na prosty przekaz. Despizer proponuje nam to wszystko w dziesięciu zazwyczaj krótkich, intensywnych i trzymających równy poziom kawałkach. Na deser mamy jeszcze wisienkę na torcie w postaci coveru Darkthrone co nie jest tak oczywistym wyborem jak na ten gatunek, prawda? Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że panowie mają zapędy do zaczerniania swojej muzyki i dodawania jej lekko blackowych smaczków chociażby w postaci perkusyjnych blastów więc po przesłuchaniu całości materiału nie jest to też ogromnym szokiem, zwłaszcza że wspomniany cover  wpasowuje się w ten album bardzo dobrze. Nie ma co strzępić ryja i rozpisywać się o poszczególnych utworach bo to po prostu solidna piguła agresji, którą trzeba łyknąć na raz, w całości i przekonać się na własnej skórze czy zadziała.