Defense Records – Gnida, Dekapited, Immense Decay, Chaos Synopsis (2018)

Gnida – S.Y.F. (2018)
Żaden ze mnie miłośnik grindu ale kilka załóg na naszym podwórku zdążyło przykuć moją uwagę (zwłaszcza koncertami). Jedną z nich jest krakowska Gnida, która swoją bulgoczącą i obleśną nowinę niesie od około ośmiu lat. W 2012 roku ukazał się pierwszy długograj zatytułowany S.Y.F. a teraz przyszło mi mierzyć się z reedycją tego materiału wypuszczoną przez Defense Records. Napisałem długogrający ale nie oszukujmy się, jakkolwiek progresywny czy rozwleczony ten grind by nie był to jednak domeną tego gatunku są szybciutkie strzały w mordę i tak jest też tym razem. Całość to 15 kawałków i zamyka się w mniej niż kwadransie. Mimo, że mamy do czynienia z minutowymi wyziewami to daje się tu również dostrzec wyraźne echa brutalnego death metalu i momentami aż chciało by się by panowie trochę wydłużyli niektóre wałki bo pomysłów na wpadające w ucho riffy im nie brakuje. Jeśli zainteresuje Was propozycja tych dżentelmenów to w obiegu możecie znaleźć również drugi album zatytułowany A.I.D.S. (Syf i AIDS, czyżby hołd dla Necrophil?). Rzecz raczej tylko i wyłącznie dla miłośników gatunku pozostali mogą poczuć się trochę zawiedzeni. [5/10]

Dekapited – Sin Misericordia (2017)
Kolejnym strzałem w tym zbiorze krótkich recek jest chilijska, zaprawiona już nieco w bojach załoga. Mowa tutaj o Dekapited i ich ostatniej epce „Sin Misericordia”. Sporo thrashu i death metalu z Ameryki Południowej się przewija w meandrach podziemia i jeśli nie siedzicie w tym od wczoraj wiecie mniej więcej czego możecie się po ekipach z tego kontynentu spodziewać. Nie ma owijania w bawełnę i szukania półśrodków. Są za to (nie licząc intra i outra) cztery konkretne kawałki przepełnione agresją i ciężarem. Nie liczcie na cukierkowe i heheszkowe podejście do tematu grania thrashu. Dekapited upodobało sobie szybkie, mocne i mięsiste riffy. Na pochwałę zasługuje też opętany, trochę wybijający się ponad thrashową stylistykę wokal, który świetnie się tutaj sprawdza. Miło mnie ta epka zaskoczyła i myślę, że może zainteresować paru maniaków. [6,5/10]

Immense Decay – Combat Thrash (2018)
Z Immense Decay jakoś nigdy nie było mi po drodze. Znam pobieżnie poprzednie dokonania tego thrashowego trio z Elbląga ale nigdy nie zostali w moim odtwarzaczu na dłużej. Za wiele panowie od ostatniego albumu nie pozmieniali w swoim graniu. Dalej mamy do czynienia z thrash metalem z krwi i kości. Granie na modłę starszych dokonań takich kapel jak choćby Testament nadal sprawia chłopakom radość i to słychać. Niestety, mi kolejna kapela jadąca na tych samych thrash metalowych patentach nie jest w stanie zrobić dnia więc do „Combat Thrash” siadłem bardziej z obowiązku niż z czystej zajawki i chęci. Niby wszystko jest tutaj na swoim miejscu, panowie w białych adidasach pewnie będą podchodzić do tego wydawnictwa z większym poważaniem niż ja. Niedoskonałości maskuje trochę brudne brzmienie – można by powiedzieć lekko garażowe, które jednak do tych utworów zwyczajnie pasuje. Wlatuje mi ta muzyka jednym uchem, wylatuje drugim, gdzieś pomiędzy potupię sobie nogą ale w głowie nie zostaje za wiele. Średniak jakich wiele. [5/10]

Chaos Synopsis – Gods of Chaos (2017)
Brazylijczyków z Chaos Synopsis śledzę w zasadzie od początku ich działalności. Dla mnie jest to zespół cholernie nierówny, który na ostatnich wydawnictwach bardziej mnie zawodził niż dawał powody do zadowolenia. Wydany w ubiegłym roku pełniak ma szansę trochę tę sytuację naprawić. Panowie dalej próbują swoich sił w łączeniu thrash metalu z metalem śmierci, ale tym razem powracają na właściwe tory. Jest to chyba najbardziej melodyjny krążek w ich dotychczasowym dorobku i takie wydanie Brazylijczyków bardzo dobrze się sprawdza. Panowie wychodzą poza ramy gatunkowe, próbują kombinować i zostawiają w swoich utworach dużo więcej przestrzeni niż miało to dotąd miejsce. Często będziemy raczeni nieco wolniejszymi, bardziej rozwleczonymi fragmentami, które idealnie łączą się tutaj z thrashowo-deathową łupanką. Trochę mniej agresji, trochę więcej polotu i melodii sprawiło, że Chaos Synopsis w moich oczach ponownie urosło serwując nieco odświeżony pomysł na swoje granie. [7/10]