BRUCE DICKINSON. Do czego służy ten przycisk? Autobiografia

Płyta CD w wersji promo, wysyłana do recenzenta lub dziennikarza radiowego, to taka płyta, która często nie miała książeczki, żadnych bonusów, była „ubrana” w zwykłą kopertę, a czasami nawet zawierała muzykę, którą czekał jeszcze finalny mastering… Przynajmniej tak było kilkanaście lat temu. Czy dziś ktoś jeszcze coś takiego otrzymuje? Nie wiem. Z książkami do recenzji bywa podobnie. Przynajmniej tak jest w przypadku autobiografii najsłynniejszego wokalisty Iron Maiden. Mój egzemplarz nie posiada zdjęć (pomijając te okładkowe), na okładce nawet nie ma tego tytułu DO CZEGO SŁUŻY TEN PRZYCISK?, a jedna z pierwszych stron informuje mnie o tym, że trzymany w rękach tekst jest „w trakcie prac redakcyjnych, może zawierać błędy”. Niestety, błędy zawiera, ale mam nadzieję, że wersja, która trafiła do księgarni, jest ich pozbawiona. Przechodząc do konkretów.

Kim jest Bruce Dickinson? Można rozpocząć wyliczankę, ale powiedzmy sobie szczerze, że chyba wszyscy zainteresowani od razu powiedzą, że to wokalista największego heavymetalowego zespołu świata. Wokalista, którego jeden z fanów określił mianem „syreny alarmowej” i raczej nie był to komplement. Nie przypominam sobie, by ktokolwiek mówiąc o Dickinsonie, na pierwszym miejscu ustawiał szermierkę, browarnictwo, pisanie książek lub pilotowanie samolotów. Ale to właśnie tym, i jeszcze kilkoma innymi sprawami (m.in. prowadzenie audycji radiowej, nagrywanie programów telewizyjnych, bycie mówcą motywacyjnym), oprócz śpiewania, zajmuje się Bruce. O każdej z tych rzeczy autor pisze, ale czy na 364 stronach da się o tym wszystkim opowiedzieć w sposób szczegółowy? Nie, nie da się. Ale wystarczy na pewnych zagadnieniach skupić się bardziej, na innych mniej, ubarwić te historie jakąś anegdotą i znakomitym poczuciem humoru, we właściwych momentach uderzyć w poważniejszy, a nawet dramatyczny ton i mamy przepis na książkę, którą świetnie się czyta. Dickinson jest urodzonym gawędziarzem. Wie, co zrobić, by skupić uwagę czytelnika. Oczywiście, znajdą się tacy, dla których zbyt mała ilość szczegółów dotyczących każdej kwestii zespołowej będzie poważnym minusem. Z kolei skupianie się na samolotach – lotnictwo jest wielką pasją Dickinsona, autor poświęca mu sporo miejsca w tej książce – też może nie zainteresować wszystkich. Cóż, trudno dogodzić każdemu… Czytając tę autobiografię miałem przed sobą przede wszystkim obraz człowieka, który zrealizował swoje marzenia. Nawet jeśli nie w każdej dziedzinie został mistrzem, bo nie czarujmy się, przecież książki, choć sprzedały się w niezłym nakładzie, „Przygody Lorda Ślizgacza” i „Pozycja misjonarska”, których autorem jest nasz bohater lub film „Chemiczne zaślubiny”, do którego Bruce napisał scenariusz, nie były i nigdy nie będą wymieniane jednym tchem obok największych dzieł literatury i świata filmu… Co innego świat muzyki. Iron Maiden do dziś uznawany jest za największą grupę spod znaku heavy metalu. Napisałbym, że spod znaku Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu, ale sam Dickinson na kartach tej książki twierdzi, że ten szyld jest głupi, niedorzeczny, a skrót NWOBHM (od angielskiego New Wave Of British Heavy Metal) niemożliwy do wymówienia. W ponad czterdziestoletniej historii zespołu różnie bywało, ale bez względu na wzloty i upadki, kariera Żelaznej Dziewicy jest przede wszystkim pasmem wielkich sukcesów. Czasy Iron Maiden, odejście z zespołu i powrót po kilku latach, kariera solowa, a także wszystko to, co działo się z Dickinsonem przed dołączeniem do Maidenów (zespoły Samson, Shot, Speed, Paradox…), dzieciństwo, czasy szkolne, pierwsze fascynacje muzyczne… To wszystko w tej opowieści znajdziecie. Przyznaję, że największe wrażenie zrobiły na mnie dwa rozdziały. „… Pod rynnę” – opowiada o koncercie w Sarajewie. Mówimy o Sarajewie w czasie wojny. Bruce jedzie tam ze swoim solowym zespołem. Wstrząsający opis sytuacji panującej w mieście i wspomnienia związane z wizytą w sierocińcu mogą wywołać łzy smutku i gniewu u czytelnika. Drugi ze wspomnianych rozdziałów nosi tytuł „Pieprzyć raka”. Na kilkunastu stronach znajdujemy dokładny opis walki z chorobą nowotworową. Co najważniejsze, walki wygranej. „12 grudnia zdiagnozowano u mnie raka głowy i szyi. Cały mój świat nagle się zatrzymał”.

Imponujący jest także szacunek autora dla czyjejś, własnej też, sfery prywatnej. Gdy inni opierają swoją karierę na skandalach, są w stanie wywlec na światło dzienne każdy brud, Dickinson pokazuje klasę i nie zachowuje się jak współczesny celebryta. Jak sam przyznaje w pewnym momencie: „Gdy zaczynałem pisać, podjąłem jedną bardzo ważną decyzję. Żadnych narodzin, małżeństw i rozwodów – ani moich, ani cudzych”.

Z wokalistą Iron Maiden, wtedy był poza zespołem i promował płytę „Chemical Wedding”, rozmawiałem tylko raz. W dodatku była to rozmowa telefoniczna. Ale nawet przez telefon odczułem, że rozmawiam z człowiekiem przepełnionym energią, pasją i świetnym poczuciem humoru. Taka też jest ta książka. BRUCE DICKINSON. Do czego służy ten przycisk? Autobiografia (wydawnictwo SQN) – rzecz warta i godna polecenia.