Bottom – Psychofilia (2017)

Bottom to ekipa działająca na scenie od ponad dwudziestu lat. Panowie oszałamiającej kariery nie zrobili i raczej się już na to nie zanosi, ale przez niektórych uważani są za kapelę kultową. Konsekwencji i uporu nie można im odmówić, a co najważniejsze mają oni swój styl, w którym konsekwentnie od ponad dwóch dekad się poruszają. Jeśli pamięć mnie nie myli recenzowaliśmy na naszych łamach wszystkie długograje Bottom – począwszy od wydanej w 2011 „Maszkarady”, przez „Hipokrację” z 2015 roku, aż do wydanej w tym roku dzięki Deformeathing Production, „Psychofilii”. Określić jednoznacznie jaki styl grania prezentuje Bottom to nie lada sztuka. Pan w Empiku dostał by pierdolca, nie wiedząc, na jaką półkę najnowszy krążek tej wesołej gromadki wsadzić. Mam wrażenie, że Bottom postanowili nagrać zdecydowanie najcięższą płytę w swoim dorobku. Mamy tutaj mnóstwo grindowych patentów, które stanowią trzon tego materiału. Dodać jednak należy do tego sporo punkowej energii i luzu, a także death metalową dosadność. Przy całym tym ładunku agresji i ciężaru słychać jednak nadal z kim mamy do czynienia. Na „Psychofilii” znalazły się wpadające w ucho, rzekłbym nawet przebojowe numery, których po prostu dobrze się słucha. Nie znajdziecie tutaj niczego odkrywczego, ale te już ograne patenty mają wyraźnie słyszalny charakter Bottom. Panowie mają łeb do pisania wciskających w ziemię, intensywnych numerów i to trzeba im oddać. Taka właśnie ciężka i duszna atmosfera utrzymuje się przez cały czas trwania albumu. Ten materiał miał zapierdalać, być agresywny i, raz jeszcze powtórzę, ciężki i taki właśnie jest. Bottom nie sili się na ozdobniki, przemycanie ukrytych treści, to po prostu bezpośredni cios w ryj. Jeśli więc żona znów pogryzła Ci kapcie i pokłóciłeś się z psem odpowiednim soundtrackiem do wyżycia się będzie nowe wydawnictwo Bottom.