Bomba w Torcie – Anarchia 666 (2018)

Nazwa tej kapeli jest mocno osobliwa, a już na pewno wyróżniająca się na tle wszelkich mrocznych zlepków anglojęzycznych terminów. Moją uwagę mieli już w momencie kiedy przeczytałem, że zaczęli działalność około roku 1795, a 2-3 lata później, po zbudowaniu instrumentów, w roku 1897 nagrali pierwszy materiał i wydali go 101 lat później. Tak oto dochodzimy do 1998, czyli roku premiery debiutu Bomby w Torcie oraz do 2018, na który przypada okrągła 20 rocznica i kompletnym przypadkiem również reedycja tegoż. Ten srogo pojebany gatunkowy konglomerat jednocześnie bawi czarnym humorem i ugniata mózg dość kreatywnym podejściem do materii. Ichnie utwory w dużej mierze trwają 2-3 minuty, toteż nie idzie się zamęczyć poszczególnym etudiami jakie zgotowali Ci wówczas prawdopodobnie młodzi, szczecińscy napierdalatorzy. Tempo tutaj utrzymują głównie takie, że idzie od pędu stracić głowę, ale w końcu kiedy promocyjna inskrypcja przywołuje death metal, grind oraz hardcore, to chyba nikt nie spodziewa się emeryckiej potańcówki. Pojawiające się momentami zwolnienia dodają co prawda smaku i aromatu, ale kiedy chłopaki odpalą bombę, wówczas zaczyna się prawdziwa zabawa. Wyjątkiem jest tutaj wyraźnie dłuższa i powolna zamykająca album „Skunks Analiza”, ale to dla mnie już oddzielna kategoria, nie jakaś tam zwykła wisienka, ale kawał skurwysyńskiej wiśni na tym, hehe, torcie. Jak dodamy do tego absurdalne teksty o zapieczonych ropach, brzmienie ostre jak siekiera, mocno zaangażowane wokalizy i szeroko pojętą pomysłowość tej trupy muzycznej, to mamy w efekcie dziełko warte Waszej uwagi i godne ponownego wydania, bo szkoda żeby taki wygrzeb popadł w zapomnienie.