Blindead, ROSK (Krosno, Rock Klub Iron, 09.06.2017)

Za nami pięć koncertów trasy ASCENSION TOUR 2017, w ramach której na klubowych scenach pojawiły się zespoły Blindead, ROSK i The Gentle Art Of Cooking People. Żeby być świadkiem przynajmniej jednego z tych występów, wybrałem się do Krosna. Niestety na kilka godzin przed koncertem dowiedzieliśmy się, że The Gentle Art Of Cooking People nie wystąpią. Grupa utknęła w Lublinie, co było spowodowane awarią zespołowego busa. Szkoda.

Ale nic w przyrodzie nie ginie… Jeśli można tak to ująć, to skorzystali na tym muzycy warszawskiej grupy ROSK, która wydłużyła swój set. Zespół zaprezentował materiał obejmujący całą płytę „Miasma”. Formacja zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, choć zaznaczyć muszę, że ich muzyka średnio pasowała do aury, która królowała tego (i nie tylko tego) dnia za oknem. Wiecie, czerwiec, lato się zbliża, świeci to pieprzone słońce… A jak śpiewa jeden artysta: „Kręci się ziemia wokół słońca, dostać można szału z gorąca…”. Melancholia kryjąca się w dźwiękach generowanych przez ROSK przywołuje klimat zimy i pięknej jesieni. Tej jesieni wypełnionej deszczem, zgnilizną i obietnicą końca świata… Się rozmarzyłem. To był mój pierwszy kontakt z muzyką ROSK. I choć trudno mówić o jakiejś muzycznej rewolucji, to wysłuchałem koncertu z zaciekawieniem. Również oglądałem, bo dźwiękom towarzyszyły ciekawe wizualizacje. Film wyświetlany na ekranie był znakomitym dopełnieniem całości. Scena skąpana w mroku (ponoć w takich warunkach grupa odbywa próby), skromne światło skierowane przede wszystkim na perkusistę – może to i nie ułatwia pracy panom od robienia zdjęć (pozdrawiam Marcina!), ale buduje naprawdę ciekawą atmosferę. W dźwiękach ROSK jest coś pierwotnego i rytualnego. Jest tu też obecny ten pierwiastek black metalu, który dodaje muzyce charakterystycznego posmaku szaleństwa… Od szeptów i pojedynczych uderzeń w perkusję, przez melodyjne zaśpiewy, do prawdziwej nawałnicy gitar, szybkich partii bębnów i opętanych krzyków wokalistów. Ta muzyka i towarzyszące jej obrazy mogą wprowadzić słuchacza w swoisty trans. I być może tak właśnie stało się w Krośnie… Nieruchoma publiczność, której występ bardzo się podobał (sądząc po komentarzach), a między słuchaczami gitarzysta i wokalista, którzy w pewnym momencie zeskoczyli ze sceny, by w swoim amoku szaleć wśród zahipnotyzowanych fanów… Niech będzie, że sobie coś tam dopowiadam, ale tak to właśnie wyglądało… Nieźle. Naprawdę! I brawa dla perkusisty. To naprawdę mocny punkt tej grupy.

Po przerwie na scenie pojawiła się trójmiejska grupa Blindead. Promując płytę „Ascension” wypełnili koncertową setlistę utworami pochodzącymi przede wszystkim z tego albumu. Traktuję to wydawnictwo jako pewną zamkniętą całość i ciężko przychodzi mi odrywanie tych utworów od siebie. Ale przyznaję, że niezłym posunięciem było zagranie „Hearts”, kompozycja na płycie pojawia się jako pierwsza, dopiero na bis… Choć nie wszyscy są fanami obecnego oblicza grupy, bo nowy wokalista, bo momentami całość wydaje się bardziej subtelniejsza, to jednak od zespołu bije na koncercie charyzma i pewność, którą charakteryzują się formacje otrzaskane scenicznie i doświadczone nie tylko w koncertowych wojażach. To są lata praktyki i w tym momencie profesjonalizm nie jest czymś zaskakującym. Pozostaje tylko kwestia upodobań słuchacza, czy bardziej odpowiada nam Blindead skręcający w kierunku brzmień progresywnych, czy taki, który określało się mianem sludge/metal. Dla mnie najlepszym momentem koncertu była ta chwila, gdy z głośników popłynęły dźwięki „Wastelands”. Piękna, przestrzenna kompozycja, z fantastycznie brzmiącą partią gitary. W takich chwilach zamyka się oczy i człowiek, bez żadnych wspomagaczy, szybuje gdzieś wysoko… Ale muzycy nie zapominają też o energii, cięższych partiach gitar, przecież nawet na nowej płycie nie brakuje takich chwil. W zaciszu domowym i na koncercie świetnie sprawdza się utwór „Hunt”. Bez względu na zmiany stylistyczne Blindead nadal na żywo brzmią w sposób mocny i zdecydowany. Ten występ tylko to potwierdził.  A jak w tym wszystkim odnajduje się nowy wokalista, Piotr Pieza? Szkoda, że jego głos nie zawsze przebijał się przez partie instrumentów, ale wtedy, gdy należało zaśpiewać głośniej i mocniej, to było już naprawdę dobrze. Prezencja sceniczna też niezła, jedna dama stwierdziła nawet, że „z wyglądu jest trochę jak Jim Morrison”… Zespół zadbał także o warstwę wizualną koncertu. Utworom towarzyszyły filmy, które pięknie komponowały się z warstwą dźwiękową. Narzekających tego dnia wielu chyba nie było. Publiczność, może i nie najliczniejsza na świecie, nagrodziła grupę głośnymi brawami i wywołała muzyków na bis.

Może i nie był to koncert roku, ale myślę, że wieczór można zdecydowanie zaliczyć do udanych. Występy ROSK i Blindead zakończyły sezon koncertowy w IRONie. Kolejne koncerty po przerwie wakacyjnej. A co do samego klubu… Była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu po remoncie i choć zawsze chwaliłem ten klub, to teraz mogę z całą odpowiedzialnością i stanowczością powiedzieć: ROCK KLUB IRON jest wyśmienitym miejscem na koncerty! Pozdrowienia dla Szefostwa! Wiecie, czym jest rock and roll i jak należy dbać o zespoły. Stworzyliście coś wyjątkowego.

Zdjęcia: Marcin Fiń