Black Sabbath – The End (2017)

Mam już na półce z płytami jeden KONIEC, pod którym podpisała się ta grupa. Płytę można było nabyć tylko na koncertach, które były częścią pożegnalnej trasy zespołu. KONIEC najnowszy to album zawierający ostatni i pożegnalny koncert w karierze Black Sabbath. Materiał został zarejestrowany 4 lutego 2017 roku w Birmingham, czyli w ich rodzinnym mieście. Przyznaję, że trochę trudno mi uwierzyć, że o tym zespole mówimy już w czasie przeszłym… Ponoć nic nie trwa wiecznie, nawet zimny listopadowy deszcz. Wybaczcie, bo wchodzę na teren związany z inną grupą. „The End” ukazał się w kilku formatach. Skupię się na wydaniu DVD/CD.

Na pierwszej, koncertowej płycie z tego zestawu starzy wyjadacze: Ozzy Osbourne, Tony Iommi i Geezer Butler oraz młodszy muzyk, czyli perkusista Tommy Clufetos – zaprezentowali najważniejsze utwory pochodzące z klasycznego okresu działalności grupy. Rozpoczęli od „Black Sabbath”, zakończyli na „Paranoid”. A między tymi kawałkami pojawiły się kompozycje, które są nieskończoną inspiracją dla młodych i starszych adeptów metalowej muzyki. Muzycy byli w znakomitej formie. Co prawda wokalista przez moment śpiewał z chrypą (utwór „Hand Of Doom”), ale szybko się z tym uporał. Całość została pięknie sfilmowana. Widać tu z bliska sporo osób z publiczności oraz muzyków. Jak wielkie wrażenie robią zbliżenia na te słynne, pokaleczone palce gitarzysty zespołu! Zwróćcie uwagę na solówkę w „Dirty Women”.

Był to wprawdzie pożegnalny koncert, ale obyło się bez rozwleczonych przemówień, łzawych pożegnań, choć kilka osób z publiczności płakało. Mnie to nie dziwi. Ozzy utrzymywał kontakt z fanami, co chwila im dziękował i namawiał do większego szaleństwa, a poza tym, jak to on, po prostu błaznował, robił śmieszne, głupie i straszne miny, przebierał nogami, kiwał się przy statywie mikrofonowym, rozśmieszał Iommi’ego… Przez większą część koncertu chyba tylko Geezer był poważny, ale w końcu i on zaczął się śmiać, widząc to, co wyprawia Osbourne. Skoro wspomniałem Geezera, ciągle uważam, że jest to skandalicznie niedoceniony basista. To, w jaki sposób facet gra tu na basie, i nie mam tylko na myśli wspaniałej solówki przed „N.I.B”., powinno być wzorem dla każdego gitarzysty basowego, a już na pewno dla takiego, który gra w zespole z jedną gitarą. Gość jest po prostu niezwykły! I jak sam przyznaje: „Dla mnie to nigdy nie będzie żadnym KOŃCEM, zawsze będę częścią Sabbath, a Sabbath zawsze będzie częścią mnie”.

No właśnie. Gdy kilka linijek wyżej pisałem o ostatnim koncercie, przez moment myślałem, by napisać: „ostatnim, jak na razie”. Nawet Iommi ze śmiechem mówi, że nie wyklucza koncertu z okazji pięćdziesiątej rocznicy powstania zespołu. Biznes muzyczny różne historie widział, prawda? Już tyle zespołów się żegnało, grało ostatnie trasy, nagrywało pożegnalne płyty, a później ogłaszano wielkie powroty, zapowiadano następne albumy… Nie bez powodu mówi się, że Kiss żegnają się z fanami już chyba dwadzieścia lat, Scorpions pewnie dziesięć, ja sam w tym roku byłem na koncercie Aerosmith, będącym częścią trasy pożegnalnej, ale ledwie ją ogłoszono, pojawiły się wypowiedzi muzyków, że z tym pożegnaniem to tak do końca nie wiadomo…

Jak będzie z Black Sabbath? Czy powrócą? Powiem szczerze, że nie chciałbym, żeby to pożegnanie zmieniło się w jakąś operę mydlaną. Ten koncert jest zapisem chwili, gdy zespół triumfował. Miał wtedy w składzie świetnego perkusistę. Z całym szacunkiem dla Billa Warda, ale nie wydaje mi się, by zagrał z taką mocą, jak Tommy, który doskonale połączył precyzję, siłę i dzikość. Zachwycił mnie grą w Krakowie, zachwycił i na tym DVD.  Szesnaście utworów, czterech muzyków (OK, pięciu: Adam Wakeman na instrumentach klawiszowych), doskonałe brzmienie, znakomite zdjęcia, śpiewająca publiczność (nie tylko w „War Pigs”), duży zastrzyk energii (przy „Children Of The Grave” trudno usiedzieć na miejscu). Poziom najwyższy! – tak można by podsumować ten album. Więc jeśli nie byliście na żadnym z koncertów pożegnalnej trasy, przynajmniej sięgnijcie po ten wspaniały dokument!

No tak, jest jeszcze druga płyta, zatytułowana „The angelic session”, z pięcioma klasycznymi piosenkami zespołu, które, jako dodatek, znalazły się też w wersji DVD. Są to kompozycje: „The Wizard”, „Wicked World”, „Sweet Leaf” i „Tomorrow’s Dream”, zagrane przez trzech starych kumpli i jednego młokosa. Brzmią fantastycznie, surowo! Nikt tu nie wypolerował partii wokalnych ani nie użył innych studyjnych sztuczek. Na koniec zostają już tylko Geezer, Tony i Ozzy. W balladzie „Changes” momentami słyszę w głosie Osbourne’a taką rozpacz… Może to zmęczenie albo i sposób interpretacji tekstu, ale chyba też pewność, że właśnie coś się skończyło…

Skończyła się kariera Black Sabbath. Ozzy wrócił do kariery solowej. Niedawno ogłosił pożegnalną trasę, która ma trwać do 2020 roku. W czerwcu wystąpi w Krakowie.