Anthem – Praeposterum (2016)

W czerwcu zeszłego roku było mi dane recenzować debiutancką płytę Anthem „Phosphorus”. Podchodziłem wtedy do tematu zupełnie na świeżo, nie mając wcześniej styczności z muzyką tych panów. Płyta mi się podobała, a na końcu recki zaznaczyłem, że ciekaw jestem co poznańska ekipa wysmaży nam na drugim albumie. Nie musiałem długo czekać i oto w moje łapy wpada „Praeposterum”, wydany pod koniec ubiegłego roku nakładem Mad Lion Records. Nie ma tutaj mowy o rozczarowaniu. Konsekwencja i upór w działaniach Anthem przyniosły nam kolejny świetny krążek wypełniony po brzegi klasycznym death metalem z lekkimi blackowymi naleciałościami. Podobnie jak w przypadku poprzedniego wydawnictwa panowie nie zwalniają tempa i każdy kawałek będzie brutalnym ciosem skierowanym wprost na ucho słuchacza. Album jest niezwykle intensywny, ciężki i zdecydowanie brutalny. Anthem doskonale wie jak wyważyć brutalność, technikę i chwytliwość czego najlepszym przykładem są takie kawałki jak „Thelema”, „Cursus” czy „Liber Al Ve Legis”. I chyba właśnie przez te odpowiednio dobrane proporcje oraz dobrze oddające charakter Anthem brzmienie, mimo bezlitosnych okładów na ryj płyty słucha się po prostu bardzo przyjemnie. Te nieco ponad dwa kwadranse trafią bez problemu w gusta fanów klasycznych dokonań Deicide czy Morbid Angel. Szukacie beatdownów, słodkich melodyjek albo czystego wokalu w refrenie? Zdecydowanie pomyliliście adres. Nie zraźcie się średnią (podobnie jak w przypadku debiutu) okładką bo zawartość zadowolić powinna głównie fanów oldschoolowego grania. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przekonać się jaką siłę rażenia ma Anthem to zdecydowanie powinniście zapoznać się z bestią zwaną „Praeposterum”.