„Abracadabra Viridian Tour” CLOSTERKELLER (15.10.2017, Klub Graffiti/Lublin)

Tegoroczna Abracadabra Tour, czyli sztandarowa jesienna trasa Closterkeller stoi pod znakiem nowego albumu, który swoją premierę miał miesiąc temu. „Viridian”, bo taki tytuł nosi najnowsze wydawnictwo grupy, na jesiennych koncertach grany jest w całości, zatem każdy, komu nowa płyta przypadła do gustu, może jej posłuchać na żywo. Nowy album pojawił się po sześciu latach od ostatniego wydawnictwa – płyty „Bordeaux”. „Viridian” w większości zawiera kompozycje, które powstały wiele i kilka lat temu, niektóre z nich jako te, które nie weszły na poprzednie wydawnictwa. Oprócz takich utworów pojawiają się również całkiem świeże, nagrane w obecnym składzie. Poza nową płytą odegraną w całości, Closterkeller na aktualnych koncertach prezentuje jeszcze kilka znanych hitów.

Mój tegoroczny koncert w ramach Abry przypadł na ten lubelski, w klubie Graffiti. To był mój pierwszy koncert w tym klubie. Przed Closterkeller jako support miał zaprezentować się krośnieński Ciryam. Kiedy pojawiłem się w klubie, support już grał. Znałem już wcześniej ten zespół, niestety muzycznie jest to średnie. Odniosłem wrażenie, że średnio również pasowali przed Closterkeller ze swoim „wesołym” rockiem. W klubie na ich występie nie było jeszcze wielu osób, miało się wrażenie, że nie trafili ze swoim muzycznym przekazem do publiczności, bynajmniej tej, która stała pod sceną. Wokalistka starała się nawiązywać kontakt, niestety z marnym skutkiem. Grali dość długo jak na support i dość długo schodziło im z pakowaniem swojego sprzętu (mieli nawet swoje wiatraki).

Po występie Ciryam, od razu na scenie pojawili się muzycy Closterkeller i zaczęli ustawiać swoje sprzęty. Nie trwało to długo, i po chwili zespół w gotowości zameldował się na scenie. Publiki przybyło, i właściwie do końca koncertu był full, bez ścisku, ale klub był pełny. Przy dźwiękach otwierających płytę „Viridian” na scenie pojawiła się najbardziej wyczekiwana Anja. Ubrana tym razem w steampunkową kreację rozpoczęła od „syreniego śpiewu”, czyli tytułowej „Viridiany”. Pięknie wybrzmiał ten numer, to jeden z moich ulubionych na nowej płycie, dostojnie i monumentalnie. Ja mam przy nim skojarzenia z Therion, Artrosis, czy starym Theatre Of Tragedy. Przywodzi mi na myśl końcówkę lat dziewięćdziesiątych. Wokalistka przywitała publiczność i zespół kolejno zaczął prezentować numery z „Viridian”. Kolejno usłyszeliśmy „To albo to”, „Król jest nagi”, „Marcję”, „Pokój Tylko Mój” – jeden z  tych, które na nowej płycie lubię szczególnie. Anja krótko wprowadzała nas w historię, jaką opowiadają poszczególne kompozycje, czasem przy tym żartując. Atmosfera generalnie była bardzo luźna. Widać, muzycy świetnie czują się w tym składzie. Widać i czuć luz i zabawę muzyką. To naprawdę słychać, szczególnie w śpiewie Anji. Wyjątkowym momentem była „Inkluzja”, której publiczność wysłuchała w pełnym skupieniu. Po niej energiczna „Matka Ojczyna”, która jest nawiązaniem i pewną kontynuacją jednego ze szlagierów Closterkeller – „W moim kraju” (który również wybrzmiał tego wieczoru, ale o tym później). Potem, jak w trackliście nowej płyty, „Nocne polowanie” i singlowa „Kolorowa Magdalena”, która naprawdę fajnie wypada na żywo. Na koniec oczywiście „Studnia Tajemnic”, która jest podobno ulubionym numerem producenta „Viridian” (tak zapowiedziała utwór Anja). Ostatni numer to (chyba) najpiękniejszy z „Viridian” (i ulubiony Anji) – utwór „Strefa Ciszy”. Był wyjątkowym zwieńczeniem pierwszej części koncertu. Co mogę powiedzieć o „Viridian” na żywo? Naprawdę warto go posłuchać, nie tylko z płyty! Kompozycje zyskują na żywo. Słucha się tego bardzo dobrze. Anja live brzmi w tych utworach jeszcze lepiej, ba… brzmi najlepiej od wielu, wielu lat! Polecam wszystkim, którzy się jeszcze wahają, czy wybrać się na tegoroczną Abrę! Ale powiedzieć coś jeszcze należy o muzykach… Gitarzysta Michał naprawdę zaskakuje dojrzałością gry i umiejętnościami. Robi to wrażenie! Adam Najman na perkusji i Olo na basie również. Michał Rollinger, wiadomo, klasa sama w sobie.

Po prezentacji najnowszej płyty nastąpiła druga część koncertu, czyli dobrze znane i lubiane utwory. Zespół rozpoczął od coveru A-ha „Minor Earth, Major Sky”, następnie pojawiły się „Ate” (chyba nigdy nie słyszałem na żywo), wyjątkowy „Dwie połowy”, „Na krawędzi”, „Ziemia Obiecana”, hit nad hity –„Scarlett” i przepiękny „Cisza w jej domu”. Zespół zszedł ze sceny by powrócić znów w burzy niekończących się oklasków. Na koniec, taki humorystyczny akcent, Anja zaprosiła na scenę technicznego Closterkeller, niejakiego Perkoza, który zamienił się z Olo i odegrał razem z zespołem „W moim kraju”. Anja jeszcze wspomniała o nowym nabytku Adama, czyli „Czarcim Kopycie” (podobno z jego własnym grawerem). Publika nie dała zespołowi zejść ze sceny, i z tłumu było słychać „Agnieszka, Agnieszka!”, więc Anja stwierdziła, że skoro „jest zapotrzebowanie społeczne”, to trzeba zagrać. I wybrzmiała kultowa „Agnieszka”. Tak tym psychodelicznym akcentem koncert się zakończył. Anja, jak zwykle, zapowiedziała, że „spotykamy się w barze!”. Muzycy po chwili wyszli, robili sobie zdjęcia z fanami i rozmawiali. Oczywiście najbardziej „rozchwytywana” była Anja, ale jak to ona, bardzo chętnie wymieniała spostrzeżenia i pozowała do zdjęć. Byli młodsi i starsi, dużo osób oczekujących spotkania z wokalistką, trzymało w rękach nową płytę do podpisu. Ja również porozmawiałem chwilę z Anją, gadaliśmy o jej linii wokalnej w „Strefie Ciszy” 😉 Było miło i sympatycznie, zresztą jak zwykle po koncertach Closterkeller…

Koncert zaliczam do bardzo udanych. Nie żałuję, że postawiłem w tym roku na Graffiti. Klub też całkiem fajny, nagłośnienie w porządku. Muszę podkreślić na koniec, że na pochwałę zasługuje również zgromadzona tego wieczoru publiczność, która stworzyła naprawdę wyjątkową atmosferę. Było spokojnie i kulturalnie, ludzie śpiewali i tańczyli, nie dawali zejść zespołowi ze sceny. To, oprócz samego koncertu, zasługuje na wyróżnienie…

« 1 z 2 »

 

Tekst: Baks, Zdjęcia: Marlena Darocha